Czy Engels wykreował wizerunek „Kapitału” Marksa?
Ten tekst jest fragmentem książki Krzysztofa Iszkowskiego „Idol. Życie doczesne i pośmiertne Karola Marksa”.
W liście z lutego 1867 roku napisanym parę tygodni przed tym, jak postawił ostatnią kropkę w czystopisie pierwszego tomu Kapitału, zbliżający się do czterdziestych dziewiątych urodzin Marks gorąco namawia Engelsa, by przeczytał Nieznane arcydzieło Balzaca. Akcja tej nowelki rozgrywa się pomiędzy trzema malarzami w siedemnastowiecznym Paryżu. Mistrz Frenhofer (postać fikcyjna) po długich namowach i w wyniku moralnie wątpliwego targu pokazuje początkującemu Poussinowi (postać historyczna, ceniony przedstawiciel nurtu klasycznego we francuskim malarstwie) i dojrzałemu już Porbusowi (również postać historyczna, ceniony portrecista brabancki tworzący na dworach Habsburgów, Gonzagów i Burbonów) obraz będący wynikiem 10 lat pracy. Według Frenhofera jest to doskonały portret doskonale pięknej kobiety. Porbus i Poussin są jednak w stanie dostrzec tylko „w kącie płótna fragment bosej nogi, wyłaniający się z tego chaosu barw, tonów, nieokreślonych półcieni, tworzących coś w rodzaju bezkształtnej mgły; ale była to noga prześliczna, noga żyjąca!”. Czytelnik musi sam zdecydować, czy reszta równie pięknego ciała zniknęła pod warstwami farby, które miały portret udoskonalić – czy też raczej nigdy nie zaistniała, a Frenhofer był pozbawionym talentu szarlatanem. W każdym razie brak uznania ze strony młodszych kolegów doprowadza starego malarza do rozpaczy i śmierci.
Autorzy dwudziestowieczni – amerykański marksista Marshall Berman i cytujący go Wheen – do literackiej rekomendacji poczynionej przez Marksa przywiązują dużą wagę. Ma ona dowodzić nie tylko obaw, co koledzy z branży rewolucyjnej powiedzą i napiszą o mozolnie tworzonym dziele, lecz także podwójnych profetycznych zdolności. Balzac swoim opisem fikcyjnego obrazu Frenhofera miał już w roku 1832 przewidzieć, jak rozwinie się malarstwo w XX wieku. A Marks, trzydzieści pięć lat później – przeczuć, że przenikliwa analiza zawarta w Kapitale zostanie w pełni doceniona dopiero w nieokreślonej przyszłości. Jest to oczywiście anachroniczna nadinterpretacja, słabo umocowana w treści Balzakowskiej nowelki (nawet Jackson Pollock niekoniecznie odnalazłby w słowach „bezładnie zbite kolory, zawarte w plątaninie mnóstwa dziwacznych linii, tworzących gąszcz nie do przebycia” opis swojej twórczości), a dodatkowo przypisująca Marksowi moce zasadniczo sprzeczne z jego przekonaniem o stricte materialnej naturze świata.
Jeśli zatem w zachęcaniu Engelsa, by przeczytał Nieznane arcydzieło, rzeczywiście kryje się jakaś ukryta przez Marksa wiadomość (a wiele wskazuje, że tak jest), to brzmi ona prosto: „Boję się twojej oceny i jeśli będzie zła, to możliwe, że umrę z rozpaczy”. (Wbrew temu, co pisze Wheen, Balzakowska nowelka wcale nie kończy się informacją o samobójstwie Frenhofera – malarz po prostu „umarł w nocy, spaliwszy uprzednio wszystkie obrazy”). Jest to trwożne wyznanie poczynione przyjacielowi, ale równocześnie dość wyraźny szantaż moralny pod adresem wieloletniego sponsora.
W wersji kanonicznej opowieść o finansowo-intelektualnych relacjach łączących patriarchów komunizmu brzmi mniej więcej tak: latem 1850 roku Engels dokonał aktu bezprzykładnego altruizmu, rezygnując z własnych polityczno-intelektualnych ambicji, by móc wspierać geniusz Marksa. W zgrabnym ujęciu Wheena obaj mężczyźni „dopełniali się doskonale – Marks ze swoim bogactwem wiedzy, Engels z wiedzą o bogactwie. Marks pisał powoli i boleśnie, z niezliczonymi atramentowymi skreśleniami i poprawkami, podczas gdy rękopisy Engelsa są czyste, rzeczowe i eleganckie. Marks żył w chaosie i niedostatku przez większość życia; Engels miał pełnoetatową pracę, równocześnie pisząc liczne książki, listy i teksty prasowe – i ciągle znajdował czas, by cieszyć się przyjemnościami życia bogatego burżua, z końmi w stajniach i mnóstwem wina w piwnicach”. Do tej listy uzupełniających się przeciwieństw można dodać, że Engels był zawsze w lepszym zdrowiu, bardziej wysportowany i bardziej fizycznie atrakcyjny od Marksa. „Jednak – ciągnie Wheen – mimo tych oczywistych przewag od początku wiedział, że nigdy nie będzie dominującym partnerem. Akceptował, bez skargi ani zazdrości, że jego obowiązkiem było dać intelektualne i finansowe wsparcie, które umożliwiało Marksowi pracę. »Nie mogę po prostu zrozumieć«, napisał, »jak ktokolwiek może zazdrościć geniuszowi«”. Jak pamiętamy z zachwytów Hessa, Engels nie był jedynym znajomym, który uznał młodego Marksa za geniusza. Warto jednak zauważyć, że genialność okupiona jest zazwyczaj brakiem zrozumienia, cierpieniem i rozmaitymi dysfunkcjami – co jasno wyrazili w różnych dziełach przedstawiciele romantyzmu, nurtu w połowie XIX wieku już schyłkowego, ale ciągle silnie oddziaływującego na postrzeganie i definiowanie świata przez intelektualnie rozbudzonych młodzieńców.
W roku 1850, kiedy zdecydował się wrócić do pracy w rodzinnej firmie, Engels znał już nie tylko romantyczne opisy twórczych mąk odczuwanych przez wybitne jednostki, lecz także teorię przewagi komparatywnej sformułowaną w roku 1815 przez Roberta Torrensa i rozpropagowaną przez Davida Ricarda w wydanych dwa lata później Zasadach ekonomii politycznej. Teoria ta, odnosząca się pierwotnie do handlu międzynarodowego (Torrens używał przykładu polskiego zboża i angielskich towarów przemysłowych, Ricardo – portugalskiego wina i angielskiego sukna), tłumaczy, dlaczego wymiana dwóch towarów może być obopólnie korzystna, nawet jeśli jeden z partnerów wymiany produkuje obydwa dobra niższym kosztem. W teoretycznym przykładzie Torrensa Anglia mogła ciągle korzystać na tym, że sprzedaje towary przemysłowe za polskie zboże, mimo iż koszt produkcji zboża był niższy w Anglii niż w Polsce. W praktycznym zastosowaniu Engelsa – zakładając, że wspólnie z Marksem chcieli przygotowywać teoretyczne podstawy dla rewolucji, a równocześnie musieli zarabiać pewną ilość pieniędzy, by utrzymać się przy życiu – powinien się on zatrudnić w manchesterskiej firmie ojca (gdzie uzyskanie każdego szylinga przychodziło mu mniejszym wysiłkiem niż w jakimkolwiek innym miejscu), a następnie kupować od Marksa pewną ilość rewolucyjnej teorii, nawet jeśli sam byłby w stanie wytworzyć ją szybciej i lepiej. Dzięki temu, że oprócz rewolucyjnej teorii Marks potrafił wytwarzać tylko teksty dziennikarskie (co przychodziło mu mniejszym wysiłkiem, ale na co był ograniczony popyt) oraz sążniste paszkwile na osobistych wrogów (na co popytu nie było w ogóle), cena płacona przez Engelsa nie musiała być wysoka. List z 2 kwietnia 1851 roku (a więc czasu, kiedy Marks zaczynał prace nad tym, co po kilkunastu latach miało ukazać się jako Kapitał) uderzająco wpisuje się w formułę sprawozdania z postępu prac i pokwitowania za otrzymane wynagrodzenie:
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Krzysztofa Iszkowskiego „Idol. Życie doczesne i pośmiertne Karola Marksa” bezpośrednio pod tym linkiem!
Drogi Engelsie,
odsyłam kopertę listu, który dziś od Ciebie dostałem. Czy możliwe, że została otwarta przez Pitta Ermena? Musisz éclaircir [fr. wyjaśnić, naświetlić] tę sprawę.
Twój przekaz pocztowy przyszedł w doskonałym momencie. Tym razem szybkość powiększyła kapitał dziesięciokrotnie, jak dochody z kolei Signore Proudhona. [Aluzja do Proudhonowskiego twierdzenia w Filozofii nędzy, że ze względu na krótszy czas podróży, transport kolejowy będzie czterokrotnie zyskowniejszy od drogowego].
Jak możesz sobie wyobrazić, nie próżnuję. A dzięki avances [fr. zaliczki], które robisz, mam nadzieję zebrać to, czego brakuje z różnych części świata.
Nie piszę o mystère [fr. zagadka, tajemnica; chodzi o ciążę Lenchen Demuth] ponieważ, coûte que coûte [fr. bez względu na koszty], przyjadę tak czy owak odwiedzić cię pod koniec kwietnia. Muszę się stąd wyrwać na tydzień.
Najgorsze ze wszystkiego, że nagle napotkałem trudności w pracy w bibliotece. Jestem na tyle zaawansowany [w czytaniu], że w ciągu pięciu tygodni skończę całą ekonomię. Et cela fait [fr. kiedy to się stanie] dokończę w domu ekonomię polityczną i poświęcę się w Muzeum innej dziedzinie nauki. Ça commence de m’ennuyer [fr. zaczyna mnie to nudzić]. Au fond [fr. zasadniczo] od czasu A. Smitha i D. Ricarda w tej dziedzinie nauki nie poczyniono żadnych postępów, jednak wiele zrobiono w ramach indywidualnych badań, często bardzo wymagających.
Tego rodzaju raporty – a w drugą stronę ponaglenia, zachęty i upomnienia, by Marks nie zaniechiwał swoich studiów – powtarzają się w ciągu paru dziesięcioleci. Jak pisze Wheen, „regularne sprawozdania do Engelsa w Manchesterze utrzymywały mit ostrego postępu. »Całkowicie zniszczyłem teorię zysku w dotychczas przedstawianej postaci«, ogłosił radośnie w styczniu 1858.
W rzeczywistości jednak wszystkim, co miał do pokazania jako produkt wszystkich tych długich dni w British Museum i jeszcze dłuższych nocy przy domowym biurku, był chwiejny stos niepublikowalnych notatników, wypełnionych przypadkowymi zapiskami”. Obiecane na rok 1858 sześciotomowe dzieło, które miało według Marksa zdemaskować sposób działania burżuazyjnej ekonomii, dotarło do czytelników z ponadrocznym opóźnieniem jako szczupły (192 strony) Przyczynek do krytyki ekonomii politycznej, składający się w połowie z omówienia teorii innych ekonomistów i będący powodem w zasadzie nieukrywanego rozczarowania wśród niemieckich działaczy komunistycznych. Natomiast to, co miało być tylko szybko dostarczonym uzupełnieniem Przyczynku, rozrosło się do kilku tysięcy stron. Rozczarowany niepunktualnością Marksa i niską jakością jego pierwszego ekonomicznego traktatu berliński wydawca Duncker nie chciał kontynuować współpracy. Po paru latach bezskutecznych poszukiwań kogoś, kto mógłby go zastąpić, ryzyko zdecydował się podjąć hamburczyk Otto Meissner.
Myliłby się ten, kto by oczekiwał, że wynik blisko dwudziestoletnich badań, przez ponad rok „wylizywany” przez autora do czystej wersji, będzie dobrze ustrukturyzowany i zredagowany. Niektóre fragmenty są wręcz komiczne – choć niewątpliwie szczere, jeśli chodzi o stopień desperacji autora skonfrontowanego z narzuconą sobie tematyką, której analiza miała doprowadzić do z góry upatrzonych wniosków. I tak, w pierwszym akapicie rozdziału o fetyszyzmie towarowym czytamy:
[...] [towar] to rzecz diabelnie zawikłana, pełna metafizycznych subtelności i kruczków teologicznych. Jako wartość użytkowa nie zawiera towar nic tajemniczego, wszystko jedno, czy spojrzę nań z tego punktu widzenia, że dzięki swym własnościom zaspokaja ludzkie potrzeby, czy z tego, że własności tych nabywa dopiero jako produkt ludzkiej pracy. Jest rzeczą najzupełniej oczywistą, że człowiek działaniem swym zmienia formę materiałów dostarczonych przez przyrodę w sposób dla siebie pożyteczny. Zmieniamy np. formę drewna, gdy robimy z niego stół. Mimo to stół pozostaje drewnem, rzeczą bardzo zwyczajną i zmysłową. Ale gdy tylko występuje jako towar, przeobraża się w rzecz jednocześnie zmysłową i nadzmysłową. Nie tylko stoi nogami na podłodze, ale staje na głowie, przeciwstawiając się wszystkim innym towarom, i wysnuwa z swej drewnianej głowy fantazje dziwniejsze, niż gdyby się puścił nagle w tany.
Jak na ironię, w tym samym czasie, kiedy Marks trudził się nad przepisaniem Kapitału, inżynierowie i domorośli wynalazcy od Danii i Tyrolu po Wisconsin przeżywali podobne męczarnie z prototypami maszyn do pisania. Przełom w pracach, rejestracja patentów i wejście pierwszych modeli na rynek nastąpiły na początku lat siedemdziesiątych XIX wieku – za późno, by ułatwić życie Marksowi. To technologiczne zacofanie nie pozostało bez wpływu na jakość dzieła, bo czysta wersja powstała w jednym egzemplarzu i Engels otrzymał Kapitał dopiero jako arkusze korektorskie. Miał przez to mało czasu, by zasugerować poprawki. Przejrzawszy parę pierwszych rozdziałów, odesłał je z licznymi zakreśleniami oraz miażdżącymi komentarzami: „ciąg myśli jest ciągle przerywany przykładami, a tezy, które te przykłady mają poprzeć, nigdy nie powracają na końcu przykładu, tak że ciągle skacze się od przykładu na poparcie jednej tezy do wykładu kolejnej tezy. To jest strasznie męczące, a nawet mylące, jeśli nie jest się bardzo uważnym”. Co gorsza „kawałek, który dodałeś o Irlandii, powstał w lękliwym pośpiechu i materiał nie został prawidłowo połączony”. Wreszcie: „arkusz drugi nosi szczególnie wyraźnie odciśnięte ślady twoich czyraków”.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Krzysztofa Iszkowskiego „Idol. Życie doczesne i pośmiertne Karola Marksa” bezpośrednio pod tym linkiem!
Było już jednak za późno, by całą rzecz porządnie zredagować. Marks dokonał paru niedużych zmian na arkuszach korektorskich i, by lepiej wyłożyć swoje argumenty, sporządził suplement O formie towarowej. To jednak tylko dodatkowo zawikłało wywód, bo ten sam temat przedyskutowany został teraz dwukrotnie, a w pozornie uproszczony tekst wdarły się nowe dygresje. Najważniejszą sugestię Engelsa, by podzielić tekst na krótsze i łatwiejsze do przyswojenia rozdziały, zignorował.
Odbiór Kapitału był tylko nieco lepszy niż Przyczynku osiem lat wcześniej. Zamiast głośno wyrażanego rozczarowania (a w niektórych przypadkach wręcz zażenowania) tym razem zapadła cisza. By ją przerwać, Engels osobiście napisał i rozesłał do różnych niemieckich gazet kilkanaście anonimowych i w większości krytycznych recenzji, wychodzących z bardzo różnych – od socjalistycznych po konserwatywne – pozycji ideowych. Do podobnego działania namawiał znajomych i przyjaciół Marksa. Z umiarkowanym powodzeniem, bo ci, którzy chcieli pomóc, często nie rozumieli dzieła, a ci, którzy je rozumieli, wcale niekoniecznie chcieli brać udział w promocji. W rezultacie sprzedaż tysiąca egzemplarzy z pierwszego wydania zajęła aż cztery lata. Polityczne oddziaływanie książki było znikome. Nieliczni niemieccy proletariusze świadomi jej głównych tez wiedzę tę zawdzięczali „Demokratisches Wochenblatt”, socjalistycznemu tygodnikowi o nakładzie nieprzekraczającym dwóch tysięcy egzemplarzy, na łamach którego Joseph Dietzgen omówił Kapitał w czterech kolejnych numerach z sierpnia 1868 roku.
Być może po to, by ułatwić mu promocję książki, a być może zły z powodu powtarzanych przez 20 lat ponagleń i krytycznych uwag do ostatecznej wersji – Marks nie zadedykował Kapitału Engelsowi. Honor ten przypadł „Nieodżałowanemu Druhowi, Wiernemu, Mężnemu, Szlachetnemu Bojownikowi Proletariatu WILHELMOWI WOLFFOWI urodzonemu w Tarnau, 21 czerwca roku 1809, zmarłemu na wygnaniu w Manchesterze 9 maja 1864 roku”. Marks poznał Wolffa w Brukseli w 1846 roku, gdy obaj byli członkami Komunistycznego Komitetu Korespondencyjnego i skąd obaj zostali wydaleni do Francji wiosną 1848. Wróciwszy do Niemiec, Wolff pisał dla „Neue Rheinische Zeitung”. Po zamknięciu gazety uciekł do Frankfurtu nad Menem, gdzie właśnie dogorywał rewolucyjny parlament. Ponieważ król Prus nakazał swoim poddanym opuszczenie tego zgromadzenia, powstały wakaty i Wolff na poły samowolnie objął jeden z nich. Po ostatecznym rozpędzeniu parlamentu uciekł do Szwajcarii, a stamtąd – w 1851 roku – do Londynu, gdzie odnowił kontakt z Marksem. W roku 1853 Wolff przeprowadził się do Manchesteru i do końca życia utrzymywał się z prywatnego nauczania. Zmarł na udar. Jego największą zasługą dla ruchu robotniczego (a przynajmniej dla Marksa) było to, że przez 11 lat ze skromnych nauczycielskich zarobków zdołał zaoszczędzić ponad tysiąc funtów. W testamencie rozdzielił te środki między różne emigranckie instytucje, ale większość spadku – ponad 700 funtów (około 90 tysięcy dzisiejszych euro) – przypadła Marksowi, który spłacił dzięki temu długi i przeprowadził się do większego domu.
Czynnikiem ograniczającym bezpośrednie oddziaływanie Kapitału było to, że Marks napisał go po niemiecku. Rzecz opartą w większości na angielskim materiale – pracach Smitha, Ricarda i innych ekonomistów, bieżących doniesieniach prasowych oraz parlamentarnych raportach – zaadresował do niemieckiej publiczności. Wbrew temu, co twierdził o wymuszanym przez kapitalizm ujednoliceniu i zniszczeniu lokalnych odrębności, gospodarka, społeczeństwo i debata publiczna miały na przeciwległych wybrzeżach Morza Północnego ciągle odmienne natury, więc jego analizy zawisły w próżni: używały niemieckich pojęć, ale nie zawsze zrozumiałych dla Niemców przykładów. Komentowały brytyjskie realia, lecz Brytyjczycy uważali Kapitał za produkt niemieckiej myśli ekonomicznej. „Nie przypuszczamy, by Karl Marks mógł nas wiele nauczyć” – napisał recenzent w brytyjskim „Contemporary Review”. Miał rację z punktu widzenia oczytanej elity, której członkowie nie mieli interesu w tym, by wytykać złe i słabe strony panującego systemu ani wieszczyć jego rychły upadek. Ponieważ zaś ekonomiczne tezy zawarte w Kapitale sformułowane były na innym poziomie ogólności niż używany w akademickich analizach i przydatny w prowadzeniu biznesu, to również wykładowcy ekonomii i biznesmeni nie byli nadto zainteresowani szczegółowym poznaniem wywodu. Jedyną grupą w Zjednoczonym Królestwie, której Kapitał mógł się na coś przydać – choć także bardziej jako symbol niż poradnik – byli członkowie ruchu socjalistycznego. Wheen cytuje list otrzymany przez Marksa od szkockiego robotnika: „Nie ma żadnej pracy po angielsku, która wspierałaby sprawę mas pracujących, każda książka, która wpadnie w ręce nam, młodym socjalistom, jest w interesie Kapitału, stąd nasze zacofanie w naszej sprawie. Praca ujmująca zagadnienia ekonomiczne z punktu widzenia Socjalizmu stworzyłaby ruch w tym kraju, który szybko nakryłby ten pomiot szlafmycą”. Autor listu ze względu na barierę językową znał Kapitał tylko z omówień. Skonfrontowany z tekstem stałby się prawdopodobnie mniejszym optymistą w kwestii jego możliwego oddziaływania.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Krzysztofa Iszkowskiego „Idol. Życie doczesne i pośmiertne Karola Marksa” bezpośrednio pod tym linkiem!
W publicznej świadomości Kapitał zaistniał w roku 1872, na fali nagłej rozpoznawalności Marksa (więcej o tym w rozdziałach Komuna Paryska i Likwidacja Międzynarodówki). W marcu wydano przekład na rosyjski w nakładzie trzech tysięcy egzemplarzy, z czego tysiąc sprzedano w ciągu dwóch miesięcy. W lipcu ukazał się pierwszy zeszyt drugiego wydania niemieckiego, które postanowiono drukować w odcinkach, by uczynić dzieło przystępniejszym cenowo i mniej intelektualnie onieśmielającym dla robotników. W sierpniu ten sam zabieg zastosowano wobec pierwszego wydania francuskiego. To, że z najlepszym przyjęciem Kapitał spotkał się w Rosji, tylko pozornie jest paradoksem. Z perspektywy kraju, gdzie zaledwie sześć lat wcześniej (w roku 1861) zniesiono osobiste poddaństwo chłopów i gdzie uprzemysłowienie dopiero miało się na dobre rozpocząć, trudniej było wychwycić słabe punkty Marksowskiej analizy. Sława wizjonera i przenikliwego proroka rozwijała się dzięki temu wśród rosyjskich rewolucjonistów łatwej niż w zachodniej Europie. Miało to przynieść monstrualne polityczne konsekwencje, do których jeszcze wrócimy.
We Francji, gdzie Marks zaczął intensywne poszukiwania tłumacza natychmiast po oddaniu niemieckiemu wydawcy pierwszego rękopisu, pięć osób połamało na Kapitale pióra. Wojna francusko-pruska doprowadziła do dodatkowego opóźnienia. Gdy w końcu nauczyciel z Bordeaux Joseph Roy dostarczył parę pierwszych rozdziałów przetłumaczonych ze zrewidowanego tymczasem rękopisu, który miał stać się drugim wydaniem niemieckim, Marks uznał, że zostały przetłumaczone „zbyt dosłownie”, i zaczął je gruntownie redagować. Powstała w ten sposób nowa wersja tekstu znacząco odbiegała od wydania niemieckiego. „Podjęta już praca rewizji doprowadziła mnie do zastosowania jej również do samego tekstu oryginalnego (drugie wydanie niemieckie), do uproszczenia niektórych wywodów, uzupełnienia innych, dołączenia nowych materjałów historycznych i statystycznych, dorzucenia uwag krytycznych i t. d. Jakiekolwiek są więc usterki literackie tego wydania francuskiego, posiada ono obok oryginału swą niezależną wartość naukową, i powinno być uwzględnione nawet przez czytelników władających językiem niemieckim” – podsumował Marks w posłowiu, które ukazało się w maju 1875 roku na 348 stronie jednolitego tomu, wieńcząc kilkuletni projekt edytorski. Opinie na temat tego, czy Kapitał zyskał, czy ucierpiał na tym zabiegu, są różne.
W liście z 29 listopada 1873 roku Engels pisze: „Drogi Maurze, […] Wczoraj przeczytałem rozdział o prawach fabrycznych we francuskim przekładzie. […] Coraz trudniej jest myśleć oryginalnie w kaftanie bezpieczeństwa nowoczesnego języka francuskiego. Wszystko, co efektowne lub kluczowe, zostaje usunięte, choćby przez potrzebę, która stała się niemal wszędzie niezbędna, by ugiąć się pod dyktatem pedantycznej formalnej logiki i zmienić szyk zdania”. Jeśli nawet nowa wersja tekstu góruje czasem nad pierwszym wydaniem, to nie ma to związku z językiem, francuskim ani niemieckim, lecz z tym, że całość została wreszcie porządnie zredagowana. Dziesięć lat później – gdy po śmierci Marksa przygotowywał trzecie wydanie niemieckie – Engels podkreślał, że „francuski przekład nie ma głębi niemieckiego tekstu; Marks nigdy by nic nie napisał po niemiecku w ten sposób”. Przy innej okazji upiera się, by – wbrew woli Marksa, który uznał wersję francuską za kanoniczną – włoskie tłumaczenie Kapitału czerpało także z niemieckiego tekstu, który lepiej pasował do „filozoficznego stylu” autora. To, co dla Niemca Engelsa było wadą, francuskim odbiorcom jawi się jako zaleta. I tak na przykład nestor francuskich badaczy Marksa i marksizmu, profesor Jacques Bidet (ur. 1935) stwierdza, że przeglądając tłumaczenie Roya, Marks usunął z niego heglowskie nawiązania, co zwiększyło przejrzystość wywodu. W każdym razie to właśnie francuskie wydanie Kapitału, przeczytane w tej samej czytelni British Museum, w której Marks zbierał był materiały do jego napisania, tak urzekło młodego George’a Shawa, że stwierdził, iż dzieło to „osiąga największą rzecz, do jakiej zdolna jest książka – zmienia umysły ludzi, którzy ją czytają”.
Marks nie dożył angielskiego wydania Kapitału, ani nawet początku prac nad jego tłumaczeniem, czego na prośbę Engelsa podjęli się jego długoletni przyjaciel Samuel Moore oraz Edward Aveling, partner najmłodszej córki Marksa. Tom pierwszy ukazał się po angielsku w roku 1887 – a więc 20 lat po pierwszym wydaniu niemieckim – i nigdy nie zdobył szczególnej popularności. Liderzy Partii Pracy, która wyrosła z dziewiętnastowiecznych związków zawodowych i rządziła w imieniu klasy robotniczej Wielką Brytanią przez dużą część wieku XX, twardo uważali, że dziedzictwo Marksa jest „bez znaczenia, a być może wręcz wrogie konstytucyjnej partii centrolewicowej”. Dwukrotny laburzystowski premier, dobrze wykształcony Harold Wilson porzucił ponoć lekturę Kapitału po zaledwie paru stronach, ponieważ uznał, że „dwa zdania głównego tekstu i strona przypisów to przesada”.
Wydany w roku 1867 i poprawiony w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych pierwszy tom Kapitału był w założeniu zaledwie początkiem większej całości. Przez następne lata Marks nadal przesiadywał w czytelni British Museum, kolekcjonował blue books (czytał je bardziej wnikliwie niż członkowie Izby Gmin, dla których były przeznaczone) i zapełniał gryzmołami kolejne notatniki mające być podstawą drugiego i następnych tomów. Engels z zaciekawieniem słuchał o postępie prac, ale przestał wywierać presję na szybką publikację. Jako pragmatyczny człowiek interesów doszedł do przekonania, że dodatkowe tomy Kapitału nie będą zawierać nic, co samo z siebie doprowadzi do upadku istniejącego systemu. A jako źródło cytatów i teoretyczna podstawa komunistycznej rewolucji pierwszy tom w zupełności wystarczał – zwłaszcza że tylko nieliczni działacze czytali go w całości, a jeszcze mniej liczni rozumieli jego konkluzje. Mówiąc inaczej, to nie Marks i treść Kapitału, lecz Engels i wykreowany przez niego wizerunek książki budował środowisko polityczne i tworzył komunistyczną doktrynę. To również Engels złożył z notatek pozostawionych przez zmarłego w roku 1883 przyjaciela drugi i trzeci tomy Kapitału, odcyfrowując jego gryzmoły i rekonstruując tok myśli.