Marian Jurczyk: ofiara aparatu bezpieczeństwa PRL czy tajny informator komunistycznej policji politycznej?

opublikowano: 2025-03-11, 12:35
wszelkie prawa zastrzeżone
Marian Jurczyk to legenda szczecińskiej „Solidarności”, sygnatariusz pierwszego z historycznych Porozumień Sierpniowych, ale też człowiek słynący z licznych kontrowersji. Opisaniem jego biografii politycznej zajął się dr Michał Siedziako, który przybliża tę postać w rozmowie z Histmagiem.
reklama
Dr Michał Siedziako - politolog i historyk, adiunkt w Instytucie Nauk o Polityce i Bezpieczeństwie Uniwersytetu Szczecińskiego, pracownik Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Szczecinie. Autor licznych artykułów naukowych i popularnonaukowych z zakresu historii politycznej Polski po 1945 r., monografii: „Bez wyboru. Głosowania do Sejmu PRL (1952–1989)”, wywiadu-rzeki: „Bez wątpienia było warto!” Z Markiem Adamkiewiczem rozmawia Michał Siedziako, współredaktor kilku prac zbiorowych, m.in.: „Solidarność z błoń. Wokół nauczania społecznego Jana Pawła II”, „Wybory i referenda w PRL”; „Dzieje Kościoła katolickiego na Pomorzu Zachodnim”, t. 1: 1945–1956, t. 2: 1956–1972 (fot. Paweł Miedziński).

Magdalena Mikrut-Majeranek: Pana najnowsza, monumentalna, publikacja to biografia polityczna szczecińskiej legendy „Solidarności”, czyli Mariana Jurczyka. Dlaczego zdecydował się Pan uczynić go bohaterem swojej książki?

Michał Siedziako: Jestem szczecinianinem, pamiętam rządy Jurczyka w moim mieście, zwłaszcza lata 2000, kiedy był powszechnie negatywnie oceniany. Choć jestem zbyt młody, żeby pamiętać ten czas, jako historyk miałem też świadomość tego, jak ważną rolę Jurczyk odgrywał w latach osiemdziesiątych, zwłaszcza na początku dekady, jako niekwestionowany lider „Solidarności”, sygnatariusz pierwszego z historycznych Porozumień Sierpniowych. Uznałem, że brak jego biografii jest swoistą białą plamą w historiografii, w tym zwłaszcza regionalnej, choć nie tylko, dlatego postanowiłem to zmienić. Moim celem było możliwie całościowe opisanie tej postaci, bez przechyłu w żadną ze stron: zaciekłego krytyka ani apologety.

Jurczykiem zacząłem się interesować bliżej w 2015 roku, czyli bezpośrednio po jego śmierci (zmarł  30 grudnia 2014 roku). Jednakże wtedy pisałem jeszcze doktorat poświęcony wyborom do Sejmu PRL. Po obronie doktoratu w 2016 roku zacząłem intensywniej gromadzić materiały dotyczące biografii Jurczyka.

Minęła dekada od śmierci Jurczyka. Dziwić może fakt, że do tej pory nikt nie opisał dziejów lidera szczecińskiej „Solidarności”. W książce przytacza Pan wypowiedź prof. Eryka Krasuckiego, który wskazuje, że „Jurczyk poprzez swoje polityczne uwikłanie i liczne dziwactwa skutecznie zniechęcał biografów do opisania jego historii”. To biografia trudna do opracowania?

Można powiedzieć, że lubię wyzwania. Uważam, że Marian Jurczyk był postacią ważną, którą warto było uczciwie opisać. Z każdej biografii można też wyciągnąć wiele ogólnych wniosków, pokazać szersze zjawiska i procesy. Historia Jurczyka to też np. historia elitotwórczej roli solidarnościowej rewolucji dla III Rzeczpospolitej.

Muszę powiedzieć, że faktycznie wielu historyków – tak, jak profesor Eryk Krasucki – zwracało wcześniej uwagę, że ta biografia powinna powstać, ale jednocześnie pojawiały się wątpliwości czy powstanie, ponieważ Jurczyk był postacią kontrowersyjną. Stwierdziłem, że po prostu się z tym zmierzę.

Na rynku wydawniczym pojawiają się często biografie osób ocenianych jednoznacznie pozytywnie lub negatywnie. I teraz pytanie, czy do którejś z tych grup można przypisać biografię Jurczyka? Moim zdaniem nie. To w pewnym sensie biografia typowego obywatela PRL, w której dostrzec można zarówno wzloty, jak i upadki, karty piękne i mniej chlubne. Jest w niej historia awansu społecznego, socjalistycznej „klasy robotniczej”, zawiedzionych marzeń o lepszym życiu i sprawiedliwym kraju, uwikłania w komunistyczny system oraz buntu przeciwko jego niesprawiedliwościom. Z finałem, po trudach transformacji, w niedoskonałej w wielu aspektach, skłóconej i narzekającej, ale wolnej, demokratycznej Polsce. Wydaje mi się, że koleje losu Jurczyka można traktować jako swoiste odbicie losów i kondycji większości polskiego społeczeństwa w drugiej połowie XX i na początku XXI wieku. Niekiedy wcale nie najpiękniejsze i wcale nie takie, jakie życzylibyśmy sobie oglądać, ale prawdziwe.

reklama
Marian Jurczyk Przewodniczący NSZZ "Solidarność-80" i Krzysztof Dziadak podczas strajku w fabryce "BEFA" w Bielsku-Białej w 1993 r. (fot. ElaWojkowice ). 

Wskazuje Pan, że Jurczyk był, obok Andrzeja Milczanowskiego, Piotra Zaremby i Edmunda Bałuki, jedną z najważniejszych postaci w powojennych dziejach Szczecina. Czym sobie zasłużył na to miano?

Można wskazać kilka kwestii, ale chyba najważniejsze jest to, co stworzyło Jurczyka w wymiarze politycznym i publicznym, czyli rola, jaką zaczął odgrywać w 1980 roku. Stał się wówczas jednym z przywódców „Solidarności” w Szczecinie, a jednocześnie jednym z ważnych liderów w skali kraju. „Solidarność” była zaś nie tylko związkiem zawodowym, ale też wielkim, dziesięciomilionowym ruchem społecznym. To, co Jurczyk zyskał w kolejnych miesiącach legalnej działalności „Solidarności” i pozycja, którą wówczas zajmował, dało mu kapitał na resztę kariery związkowej, opozycyjnej i politycznej. Zaangażowanie w działalność „Solidarności” w latach 1980–1981 otworzyło mu drogę do wszystkich miejsc, do których doszedł w późniejszych latach swojej aktywności.

Gdyby w latach 80. czy 90. zapytać kogoś w Polsce – czy to w Warszawie, Gdańsku, Lublinie czy Rzeszowie – o ważną osobę, związaną ze Szczecinem, to na pewno wymieniony zostałby w pierwszej kolejności właśnie Jurczyk. To twarz i legenda szczecińskiej „Solidarności”, tak jak Lech Wałęsa jest twarzą solidarnościowego ruchu w wymiarze ogólnopolskim i światowym, bez względu na to, jak ocenimy działalność każdego z nich.

Legenda Jurczyka powstała już w latach 80. Po tzw. szesnastu miesiącach „Solidarności” przyczyniło się do tego także to, że w stanie wojennym znalazł się w gronie słynnej „jedenastki” (obok m.in. Jacka Kuronia, Jana Rulewskiego czy Adama Michnika) – grupy działaczy, którym ówczesna władza planowała wytoczyć proces o „próbę obalenia przemocą” ustroju PRL. Z okresu stanu wojennego bardzo szerokim echem odbiła się też sprawa śmierci syna i synowej Jurczyka. Po odzyskaniu wolności, do końca lat osiemdziesiątych, angażował się on dalej w działalność opozycyjną. A w nowych czasach, czyli w III RP, był m.in. senatorem oraz dwukrotnym prezydentem Szczecina, w tym pierwszym wybranym przez mieszkańców miasta w wyborach bezpośrednich w 2002 roku.

Zainteresował Cię ten temat? Koniecznie zamów książkę Michała Siedziaki „Marian Jurczyk (1935–2014). Biografia polityczna szczecińskiej legendy Solidarności” bezpośrednio pod tym linkiem!

Michał Siedziako
„Marian Jurczyk (1935–2014). Biografia polityczna szczecińskiej legendy Solidarności”
cena:
70,00 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Europejskie Centrum Solidarności
Rok wydania:
2024
Okładka:
miękka ze skrzydełkami
Liczba stron:
936
Format:
176 x 220 mm
ISBN:
978-83-66532-25-0
EAN:
9788366532250
reklama
Fabryka "Befa" - Bielsko-Biała, strajk, M. Jurczyk, A. Dolniak, K. Dziadak wśród strajkującej załogi, 10.06.1993 r. (fot. ElaWojkowice).

Jego wizerunek ewoluował, w ciągu mijających lat zmieniał się też zdecydowanie odbiór społeczny tej postaci.

Właściwie Jurczyk był postacią kontrowersyjną już od lat 80. Zaczęło się to od jego antysemickich wypowiedzi w 1981 roku. W książce piszę sporo o jego bodaj najsłynniejszym wystąpieniu tego rodzaju – jesienią 1981, w Trzebiatowie – w którym mówił o „Żydach, zdrajcach narodu polskiego” w rządzie oraz dywagował o potrzebie postawienia szubienic dla winnych rozlewu krwi w 1956 i 1970 roku. Relację z tego wystąpienia opublikowano na łamach tygodnika „Jedność”. Po jej lekturze Jan Józef Lipski, jedna z ikonicznych postaci opozycji demokratycznej w PRL, stwierdził w liście do szczecińskiego lidera, że z jego trzebiatowskimi wypowiedziami zapoznał się „z wielkim bólem i przykrością”.

Na przełomie lat 80. i 90. kontrowersje związane z Jurczykiem narastały. Zwrócę uwagę na jego pozycję w „Solidarności”. W 1987 roku zaangażował się w tworzenie Grupy Roboczej Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. To byli ludzie, którzy domagali się od Lecha Wałęsy zwołania spotkania władz krajowych „Solidarności” w takim kształcie, w jakim zostały one ukształtowane w demokratycznych wyborach na pierwszym Krajowym Zjeździe Delegatów związku w 1981 roku. Natomiast Lech Wałęsa i związani z nim działacze prowadzili już troszeczkę inną grę. „Solidarność”, która odradzała się w drugiej połowie lat 80., przystępowała do jawnego działania.

Przypomnijmy, że po obradach Okrągłego Stołu nastąpiła jej relegalizacja. To była już jednak inna „Solidarność” niż ta z początku dekady. O ile w tym drugim przypadku mieliśmy do czynienia z ruchem, który spontanicznie, oddolnie wyłonił swoich liderów, to u progu upadku PRL o kształcie (także personalnym) solidarnościowego kierownictwa w znacznym stopniu decydował arbitralnie Wałęsa. A niekoniecznie chciał współdziałać z ludźmi, którzy byli w tej pierwszej, oddolnej „Solidarności”, czyli z uczestnikami tego „pospolitego ruszenia” z roku 80. Sam Jurczyk podpadł Wałęsie, odbierając mu część głosów podczas wyborów na przewodniczącego związku, które odbyły się w ramach pierwszego zjazdu „Solidarności”. Sądzę, że Wałęsa długo nie zapomniał tego Jurczykowi. W drugiej połowie lat 80. Wałęsa postawił w Szczecinie – z różnych zresztą przyczyn – na grupę Andrzeja Milczanowskiego.

reklama

Jurczyk tymczasem wojował z Milczanowskim i nie zgadzał się z polityką Wałęsy. Skutkowało to tym, że na przełomie lat 80. i 90. znalazł się na marginesie życia politycznego i związkowego. Nie uczestniczył w przemianach, które doprowadziły do powstania demokratycznej, pluralistycznej III Rzeczpospolitej, a zaangażował się w 1990 roku w powstanie nowego związku zawodowego…

Podpisanie porozumień sierpniowych w Szczecinie, 30 sierpnia 1980 r. (fot. Stefan Cieślak).

No właśnie, ten sygnatariusz pierwszego z historycznych Porozumień Sierpniowych deklarował się jako przeciwnik porozumień Okrągłego Stołu, a nawet posunął się o krok dalej, zakładając własny związek zawodowy pod nazwą „Solidarność 80”.

Jurczyk był jego współzałożycielem i pierwszym szefem. Jego zdaniem to właśnie „osiemdziesiątka” miała być prawdziwą kontynuacją ruchu z początku lat 80. Z kolei dla stronników Wałęsy oczywiste było, że kontynuację stanowi związek na czele z historycznym przewodniczącym. Rozłam stał się faktem.

Kiedy w latach 90. dotychczasowi działacze „Solidarności” stali się pełnoprawnymi uczestnikami życia politycznego, zostawali posłami, senatorami, ministrami, obejmowali stanowiska w samorządach, Jurczyka nie było wśród nich. On nadal był w opozycji, odrzucał realia transformacji, krytykował kolejne rządy. I nadal wzbudzał kontrowersje swoimi działaniami – wsparciem dla Andrzeja Leppera i jego radykalnych metod działania (Jurczyk poręczył nawet za przywódcę Samoobrony, kiedy ten po jednym z kolejnych ekscesów trafił do aresztu), sojuszem z postkomunistami, dzięki którym po raz pierwszy, w 1998 r., objął fotel prezydenta Szczecina, czy licznymi wypowiedziami – w wywiadach dla mediów, na forum Senatu kiedy został senatorem, czy przy różnych publicznych okazjach – w których nie brakowało wątków ksenofobicznych, populistycznych, antysemickich i antyniemieckich. Kolejne kontrowersje dotyczyły bardzo specyficznego stylu działania Jurczyka już jako wybranego w bezpośrednich wyborach prezydenta Szczecina w latach 2002–2006. Również ten okres jego życiorysu opisuję dokładnie w książce.

Marian Jurczyk został też oskarżony o bycie „kłamcą lustracyjnym”. Jak należy rozstrzygać w jego przypadku sprawę kłamstwa lustracyjnego i zawirowań wokół tej sprawy?

Faktem jest, że Marian Jurczyk w latach 70. przez łącznie kilkanaście miesięcy miał kontakty ze Służbą Bezpieczeństwa. Był jej tajnym współpracownikiem. Natomiast jego proces lustracyjny miał miejsce w czasie, kiedy pełnił ważne funkcje publiczne: był wówczas jednocześnie senatorem i prezydentem Szczecina. Po decyzji Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że nie można łączyć funkcji prezydenta miasta na prawach powiatu z mandatem senatorskim, 24 stycznia 2000 roku Jurczyk zrezygnował z prezydentury. Rzeczone rozstrzygnięcie TK dotyczyło też przypadku Bogdana Zdrojewskiego we Wrocławiu, ale ten zrezygnował z mandatu parlamentarzysty, wybierając prezydenturę stolicy Dolnego Śląska.

Zainteresował Cię ten temat? Koniecznie zamów książkę Michała Siedziaki „Marian Jurczyk (1935–2014). Biografia polityczna szczecińskiej legendy Solidarności” bezpośrednio pod tym linkiem!

Michał Siedziako
„Marian Jurczyk (1935–2014). Biografia polityczna szczecińskiej legendy Solidarności”
cena:
70,00 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Europejskie Centrum Solidarności
Rok wydania:
2024
Okładka:
miękka ze skrzydełkami
Liczba stron:
936
Format:
176 x 220 mm
ISBN:
978-83-66532-25-0
EAN:
9788366532250
reklama

Jurczyk niedługo później został natomiast pozbawiony także mandatu senatora z powodu prawomocnego orzeczenia przez sąd, że kandydując do senatu w 1997 roku, złożył niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne. Stwierdził w nim, że nie współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Jednakże w przeszłości faktycznie miał kontakty z SB.

Na zdjęciu uczestnicy mszy za ojczyznę. W pierwszym rzędzie: Anna Walentynowicz, Seweryn Jaworski, Marian Jurczyk. Msza odbyła się w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu (fot. Andrzej Iwański).

Dwa procesy lustracyjne Jurczyka miały miejsce na przełomie lat 90. i 2000. Był to czas, kiedy lustracja stanowiła istotny element politycznego sporu. Najpierw zastanawiano się – praktycznie od narodzin III RP – czy należy ją przeprowadzać, a jeśli tak, to w jaki sposób. Cześć uczestników życia politycznego sprzeciwiała się całkowicie lustracji, inni uważali, że jest ona niezbędnym elementem swoistego oczyszczenia życia publicznego. Sprawami tymi emocjonowało się znacząco także społeczeństwo. Pierwsza wersja ustawy lustracyjnej została uchwalona w kwietniu 1997 roku. Na jej podstawie osoby ubiegające się o określone funkcje publiczne, w tym posłów i senatorów, musiały złożyć oświadczenie na temat swojej ewentualnej współpracy z organami bezpieczeństwa państwa przed 1990 rokiem. Instytucją powołaną do wstępnej weryfikacji oświadczeń lustracyjnych został urząd Rzecznika Interesu Publicznego. Orzekanie o ich zgodności z prawdą – na wniosek rzecznika – powierzono Sądowi Lustracyjnemu – utworzonemu jako jeden z wydziałów w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie. Jeśli wobec danej osoby prawomocnie orzeczono złożenie niezgodnego z prawdą oświadczenia lustracyjnego, była to podstawa do pozbawienia jej sprawowanej funkcji.

Jurczyk miał dwa procesy lustracyjne. Podczas pierwszego z nich, zarówno sąd pierwszej, jak i drugiej instancji zawyrokował, że jest on kłamcą lustracyjnym. Jego obrońcy złożyli kasację do Sądu Najwyższego, który nakazał powtórzyć proces. Tak też się stało, a wyroki dwóch instancji były analogicznie jak w poprzednim procesie. Ponownie złożono też kasację do Sądu Najwyższego, który tym razem, de facto przekraczając swoje kompetencje, uchylił prawomocny wyrok Sądu Lustracyjnego, zmieniając rozstrzygnięcie na korzyść Jurczyka i oczyszczając go z zarzutu kłamstwa lustracyjnego. To otworzyło mu możliwość startu w wyborach na prezydenta Szczecina, które odbyły się w 2002 roku.

reklama

Była to bardzo kontrowersyjna sprawa, a finalne, kazuistyczne uzasadnienie rozstrzygnięcia SN, dotyczące charakteru kontaktów Jurczyka ze Służbą Bezpieczeństwa oraz interpretacji zapisów obowiązującej ustawy lustracyjnej, zajęło kilkanaście stron. Zdaniem Sądu Najwyższego kontakty te miały jedynie wstępny charakter, on sam zaś traktował je rzekomo jako „uzewnętrznienie pozoru kooperowania motywowane strachem przed konsekwencjami odmowy kooperacji”. Argumentacja SN była w sposób oczywisty niespójna i naciągana, była zajęciem stanowiska we wspomnianym sporze politycznym.

Strajk w Stoczni Szczecińskiej (fot. Stefan Ciesielski).

Marian Jurczyk niewątpliwie zaliczył olbrzymi awans społeczny. Urodził się w niezamożnej chłopskiej rodzinie, był budowniczym huty Częstochowa, pracownikiem Stoczni Szczecińskiej im. Adolfa Warskiego, a następnie działaczem solidarnościowym, senatorem IV kadencji i prezydentem Szczecina. Jego życiorys jest bogaty...

Istotnie, możemy odnaleźć w nim wiele ważnych dla historii Polski wydarzeń, charakterystycznych zjawisk i procesów. Jurczyk doświadczył typowego dla wielu obywateli PRL awansu społecznego. Przeprowadził się z biednej, podczęstochowskiej wsi do Szczecina, dołączając do „wielkoprzemysłowej klasy robotniczej”, która w tamtych czasach miała być elitą. Wedle deklaracji władz robotnicy stanowili wówczas „klasę przodującą”, ale ich położenie w hierarchii materialnej było daleko poniżej położenia np. funkcjonariuszy partyjnych. Jeżeli ktoś był robotnikiem, a nie należał do partii, to nie mógł liczyć na przywileje. Robotnicy mieli spełniać kluczową rolę, być filarem systemu i gospodarzami uprzemysłowionego kraju, a stali się tą grupą społeczną, która – począwszy od 1956 roku, poprzez grudzień’70, czerwiec’76 i sierpień’80 – zaczęła chwiać ustrojem. Upominając się o swoje prawa, odegrali kluczową rolę w demokratycznych przemianach przełomu lat 80. i 90. Tymczasem w nowej, demokratycznej Polsce znów znaleźli się niejako na bocznym torze, jako grupa społeczna zostali poszkodowani przez transformację.

Wracając do Jurczyka - bohater książki wymyka się jednoznacznej ocenie. Był ofiarą aparatu bezpieczeństwa PRL czy tajnym informatorem komunistycznej policji politycznej?

Na różnych etapach swojego życiorysu – i jednym, i drugim. Mówimy o człowieku, który przez dwie dekady w okresie rządów komunistycznych w Polsce prowadził aktywną działalność związkową i opozycyjną, a następnie kontynuował działalność polityczną już w wolnej Polsce. Dla jednych Jurczyk jest ofiarą aparatu bezpieczeństwa PRL, z konfrontacji, z którym wyszedł jednak zwycięsko. Nie podjął realnie współpracy, mimo że próbowano zmusić go do niej pod groźbą utraty życia. Dla innych to tajny informator komunistycznej policji politycznej, który nigdy nie oczyścił się z zarzutu agenturalności.

Zainteresował Cię ten temat? Koniecznie zamów książkę Michała Siedziaki „Marian Jurczyk (1935–2014). Biografia polityczna szczecińskiej legendy Solidarności” bezpośrednio pod tym linkiem!

Michał Siedziako
„Marian Jurczyk (1935–2014). Biografia polityczna szczecińskiej legendy Solidarności”
cena:
70,00 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Europejskie Centrum Solidarności
Rok wydania:
2024
Okładka:
miękka ze skrzydełkami
Liczba stron:
936
Format:
176 x 220 mm
ISBN:
978-83-66532-25-0
EAN:
9788366532250
reklama

W drugiej połowie lat 70. miał w swoim życiu epizod związany ze Służbą Bezpieczeństwa. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że Marian Jurczyk wywikłał się z tej współpracy. Został jednym z liderów niezależnego ruchu „Solidarności” i jako taki w latach 80. stał się celem służb. Z osoby, która w przeszłości była tajnym współpracownikiem aparatu bezpieczeństwa, faktycznie stał się jego ofiarą. Doświadczył też represji. Po wprowadzeniu stanu wojennego został internowany, przebywał m.in. w ośrodkach odosobnienia w Wierzchowie Pomorskim i Strzebielinku. Pod koniec 1982 roku aresztowano go i oskarżono o przygotowania do obalenia przemocą ustroju PRL. Trafił do aresztu na Rakowieckiej w Warszawie, poddano go wtedy śledztwu w słynnej sprawie jedenastu byłych przywódców NSZZ „Solidarność” i Komitetu Samoobrony Społecznej KOR. Podupadł wówczas znacząco na zdrowiu, jako więzień był hospitalizowany. Problemy ze zdrowiem nie ustały, kiedy odzyskał wolność w 1984 roku.

Kiedy przeglądałem archiwalne materiały z drugiej połowy lat 80., miałem wrażenie, że mam do czynienia z człowiekiem osaczonym. Jurczyk nie mógł się czuć pewnie nawet wśród rodziny – agentem, który na niego donosił, był np. jego szwagier. Bliska współpracownica Jurczyka od pewnego momentu pobierała nawet od służb stałe, miesięczne wynagrodzenie za przekazywanie informacji na jego temat. Tajni współpracownicy, którzy informowali SB o jego poczynaniach, byli też w kręgu jego znajomych. Jurczyk zapewne nie podejrzewał niektórych osób ze swojego otoczenia, ale zdawał sobie sprawę ze skali inwigilacji. W 1986 roku pisał w liście do jednego ze szczecińskich posłów, że jest ścigany „w domu, w podróży, w szpitalu, w pracy i u znajomych”. Możemy domyślać się, jak musiał się w takiej sytuacji czuć.

Jurczyk przeżył też rodzinny dramat – najpierw jego synowa popełniła samobójstwo, skacząc z okna, a następnie w podobny sposób życie stracił jego syn. Działacz podejrzewał jednak, że mogą być w to zamieszani funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, a pogrzeb małżeństwa przerodził się w antyrządową demonstrację. Co wiadomo o tej sprawie?

Postawa i stosunek Jurczyka do tego tragicznego wydarzenia na przestrzeni lat zmieniały się. O ile jeszcze w latach 80. niechętnie nawiązywał do ewentualnego podtekstu politycznego tych dwóch zgonów, to już w latach 90. czy 2000 wręcz wykorzystywał to, co się stało, w swojej działalności politycznej.

reklama

W 1982 roku tragicznie zmarła synowa i jego syn z pierwszego małżeństwa. Wiemy, że młode małżeństwo borykało się wcześniej z różnymi problemami. Dorota Jurczyk wyskoczyła z okna ich mieszkania w kamienicy w Szczecinie, ale przeżyła upadek. W stanie ciężkim została przetransportowana do szpitala. Świadkiem tych wydarzeń był Adam Jurczyk. Kilkanaście godzin później, kiedy dowiedział się, że jego żona nie żyje, także on, w ten sam sposób, targnął się na swoje życie w mieszkaniu znajomych.

Przewodniczący NSZZ Solidarność 80' Marian Jurczyk i Krzysztof Dziadak (fot. ElaWojkowice).

Wyniki kilku późniejszych śledztw (także niezależnego, przeprowadzonego jeszcze w latach 80. przez ludzi związanych z solidarnościowym podziemiem) wskazują, że była to tragiczna, samobójcza śmierć, bez udziału osób trzecich. Należy jednak zwrócić uwagę na czas tego wydarzenia. Miało ono miejsce latem 1982 roku, kiedy liderzy „Solidarności”, w tym sam Jurczyk, znajdowali się w obozach internowania. Zresztą już wcześniej, pod koniec 1981 roku, Jurczyk znalazł się na celowniku PRL-owskiej prokuratury i jako twarz „Solidarności” był jednym z głównych obiektów ataków komunistycznej propagandy. Po 13 grudnia 1981 r. został uwięziony, a Polska pogrążyła się w represjach stanu wojennego. W takich okolicznościach nagle zginął jego syn i synowa. Pytania nasuwają się same – czy to faktycznie samobójstwo czy jednak coś innego? Czy tak zwalczanego działacza nie chciano uderzyć w inny sposób? Służby PRL były przecież zdolne do takich działań.

Kiedy Jurczyk już po latach zabierał głos na ten temat, wprost mówił, że „SB zamordowała mu dzieci”. Pytanie brzmi, czy faktycznie w to wierzył? Czy też może chciał zbić na tym tragicznym wydarzeniu kapitał polityczny? Nie mam tu jednoznacznych odpowiedzi. Wydaje mi się, że mógł wierzyć w ingerencję aparatu bezpieczeństwa, ale nie podejmuję się ferowania ostatecznych wyroków. Był rodzicem, który przeżył śmierć dziecka – to nienaturalna, bolesna i niesamowicie trudna sytuacja.

Za życia był negatywnie oceniany. Punktem zwrotnym w sposobie prowadzonej narracji o Jurczyku była jego śmierć.

Zasadniczo tak. W przypadku Jurczyka chodzi nie tylko o to, że o zmarłych nie mówi się źle. „Solidarność” dała Jurczykowi olbrzymi kapitał, który on przez lata swojej działalności zwyczajnie roztrwonił. W 2002 roku wygrał wybory na prezydenta Szczecina, ale podczas kolejnych, w 2006 roku, zagłosowała na niego już jedynie garstka szczecinian. Szokował kontrowersyjnymi wypowiedziami, nie radził sobie z zarządzaniem miastem, zdarzały mu się różne gafy i niezręczności. Kiedy zmarł, nie było już ryzyka, że pojawią się kolejne kontrowersje. Postanowiono przyznać mu pośmiertnie, w trybie przyspieszonym, ważne odznaczenie – Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Ogłoszono to w dniu jego pogrzebu. Odznaczenie te można było przyznać mu jeszcze za życia, ale traktowano go wtedy jak przysłowiowego „gorącego kartofla”, na co sam sobie zresztą solidnie zapracował.

Serdecznie dziękuję za rozmowę!

Materiał powstał dzięki współpracy reklamowej z Europejskim Centrum Solidarności.

Zainteresował Cię ten temat? Koniecznie zamów książkę Michała Siedziaki „Marian Jurczyk (1935–2014). Biografia polityczna szczecińskiej legendy Solidarności” bezpośrednio pod tym linkiem!

Michał Siedziako
„Marian Jurczyk (1935–2014). Biografia polityczna szczecińskiej legendy Solidarności”
cena:
70,00 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Europejskie Centrum Solidarności
Rok wydania:
2024
Okładka:
miękka ze skrzydełkami
Liczba stron:
936
Format:
176 x 220 mm
ISBN:
978-83-66532-25-0
EAN:
9788366532250
reklama
Komentarze
o autorze
Magdalena Mikrut-Majeranek
Doktor nauk humanistycznych, kulturoznawca, historyk i dziennikarz. Autorka książki "Henryk Konwiński. Historia tańcem pisana" (2022), monografii "Historia Rozbarku i parafii św. Jacka w Bytomiu" (2015) oraz współautorka książek "Miasto jako wielowymiarowy przedmiot badań" oraz "Polityka senioralna w jednostkach samorządu terytorialnego", a także licznych artykułów naukowych. Miłośniczka teatru tańca współczesnego i dobrej literatury. Zastępca redaktora naczelnego portalu Histmag.org.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2025 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone