Ludwik Stomma - „Polskie złudzenia narodowe” - recenzja i ocena
Przed nami drugie wydanie Polskich złudzeń narodowych, tym razem jednak oba tomy wydano jako całość. Zachowano jednak ich poprzedni układ, treść się nie zmieniła – czyli de facto mamy do czynienia ze wznowieniem. Czy jednak rzeczywiście było warto było wznawiać je po tak krótkim czasie?
Najprostsza odpowiedź brzmi – czemu nie? Ludwik Stomma od lat nie ukrywa, że wiele mitów dziejów naszego biednego kraju należy obalić. Wynikają one ze swego rodzaju pobożnych życzeń naszych decydentów, z tendencji do karmienia się złudzeniami, z - nierzadko - totalnego niezrozumienia otaczającego nas świata. Czy ktokolwiek pamięta jeszcze serial Pogranicze w ogniu ? Pochodzi z niego rozmowa dwóch Anglików na temat Ignacego Paderewskiego, którą na pewno warto w tym miejscu powołać:
- Co o znaczy?
- Że nie liczy się z układem sił i swoimi możliwościami, ale chce zbawiać świat
Być może nie powtórzyłem tej rozmowy całkowicie dosłownie i precyzyjnie co do szczegółu, ale taki sens miał wspomniany dialog. Kluczowe znacznie ma to, że dobrze tłumaczy on zdanie Stommy na temat problemów ze spojrzeniem na polskie dzieje. Wspominamy patrona Polski św. Stanisława, jako obrońcę rycerstwa przed tyranią Bolesława Śmiałego, udając, że nie widzimy - jakże symptomatycznego - określenia Galla Anonima, który tego duchownego nazwał „biskupem-zdrajcą”.
Sienkiewiczowscy bohaterowie, Ketling i Wołodyjowski wysadzają Kamieniec Podolski w powietrzne na znak protestu przeciwko kapitulacji na rzecz Turków. A w rzeczywistości? Dowodzący zamkową artylerią Inflantczyk o nazwisku Heyking czy Heiking – jeśli umyślnie podpalił proch – zrobił to na własną rękę z zupełnie innych przyczyn. Ale wiele wskazuje też na to, że był to zupełny wypadek.
Polacy lubią beznadziejne sprawy, w których Dawid po zaciętej walce z Goliatem przegrywa. Walka musi jednak być piękna i z zachowaniem honoru. Wszak tylko w Polsce z lubością rozpowszechniamy hasło Gloria victis – „Chwała zwyciężonym”. Gdyby tylko galijski wódz Brennus wiedział cóż Polacy uczynili z jego słynnym stwierdzeniem…
Czy Polskie złudzenia narodowe są książką obrazoburczą, odkrywczą czy przełomową? Odpowiedź na to pytanie wcale nie będzie jednoznaczna. Stomma nie odkrywa wszak w rzeczywistości żadnych nowych cieni w polskich dziejach, ale raczej nagłaśnia rzeczy już znane, lecz schowane głęboko pod patyną romantycznych uczuć, legend czy mitów. W gruncie rzeczy felietony Autora są jednak oryginalnym pomysłem na dyskusję o... współczesności. Taką - jeśli wolno tak powiedzieć - „mową ezopową” historycznej publicystyki. Historia może być przysłowiową „nauczycielką życia” choć - niestety - chyba nie dla potomków sarmatów. W końcu „nowe przysłowie Polak sobie kupi…” i to nie raz nie dwa w naszych dziejach. Stomma zwraca uwagę skąd biorą się niektóre problemy naszego kraju nie pod kątem ekonomicznym czy politycznym czy raczej antropologicznym, socjologicznym, a nawet mentalnym. Nie jest to oczywiście przepis na wszystkie nasze nieszczęścia, osławione mickiewiczowskie „czterdzieści i cztery”
Tą książką Stomma po raz kolejny udowodnił, że należy do czołówki historycznych felietonistów w naszym kraju. Potrafi swoje aktualne spostrzeżenia i poglądy ubrać w odpowiedni kostium historyczny niemal z każdej epoki naszego kraju. Czytając jego artykuły można dojść do wniosku, że historia lubi się powtarzać. To zresztą interesujące, że wznawia się je akurat po 8 latach. Czyżby znów nastał czas do dysputy nad naszymi dziejami?