Robert Wiśniewski – „Chrześcijanie pierwszych wieków”, Tom I: „Wierni, biskupi, eremici” – recenzja i ocena
Robert Wiśniewski – „Chrześcijanie pierwszych wieków”, Tom I: „Wierni, biskupi, eremici” – recenzja i ocena
W świecie nauki krąży pewien dowcip, którego bohaterami jest dwóch profesorów. „Czytałem Twoją ostatnią książkę” – mówi jeden z nich. „A to ty kupiłeś!” – odpowiada drugi. Nie trzeba być wielkim egzegetą, by w tej niewysublimowanej anegdocie odkryć kąśliwą uwagę dotyczącą hermetyczności nauki i nieumiejętności komunikowania się akademików ze światem. Rzecz jasna kawał operuje stereotypem, czasem nawet krzywdzącym, ale w tym przypadku nie trudno zaśmiać się pod nosem, a następnie pokiwać twierdząco złorzecząc w głowie nad smutną rzeczywistością.
Wspominanie z rozrzewnieniem Krawczuka, Podhorodeckiego, Baranowskiego, Wójcika, Bystronia, nie jest li tylko stetryczałą mantrą jak to kiedyś było lepiej, ale oddaje tęsknotę nad literaturą popularnonaukową, zachowującą normy warsztatowe, wnoszącą nowe treści, albo przynajmniej skutecznie przekazujące to co dla nauki oczywiste, a dla jej odbiorców niekoniecznie. Cóż innego pozostaje w obliczu opinii, że obecne grono naukowców ludzkim językiem opowiadać nie umie, pogłębionej przekonaniem, że choroba ta dotknęła głównie środowisko historyków. Można oczywiście próbować się spierać, przytaczać tytuły książek filologów, socjologów, czy filozofów, cytować obszerne fragmenty ich dzieł i dostarczać dowody, że z dziejopisami nie jest tak źle, ale może lepiej udowodnić to własną pracą jak bardzo świat się myli.
Taki dowód dostarcza z pewnością prof. Robert Wiśniewski, autor książki „Chrześcijanie pierwszych wieków – Wierni, Biskupi, Eremici”. Dzieło, wydane sumptem Wydawnictwa Radia Naukowego, jest pokłosiem podcastowych rozmów przeprowadzonych z profesorem przez dziennikarkę naukową Karolinę Głowacką. Ich ogromna popularność i liczba wyświetleń liczona w setki tysięcy, skłoniła do przelania zawartych w nich myśli na papier. Efekt musi budzić podziw, bo powstała książka, która w sposób prosty, a jednocześnie interesujący i z ogromnym szacunkiem do warsztatu, opowiada nam o początkach wspólnoty chrześcijańskiej. Jest swoistym zdjęciem jaki autor robi trzem grupom – wiernym, klerowi oraz eremitom, którzy – zdaniem autora – kumulują w sobie trzy oblicza początków Kościoła i objaśniają jego fenomen.
Należy przy tym podkreślić, że każdej z tych fotografii towarzyszy bogate tło ukazujące historyczny kontekst czasów, obyczajów, kultury i zjawisk społecznych. Tym samym chrześcijaństwo nie jest po prostu kolejną religią, omawianą mniej lub bardziej na kolanach, ale żywym organizmem, który wyrasta z epoki i świata, które jest kształtowane przez rzeczywistość i jest tej rzeczywistości prostą konsekwencją. W szczególności podobać może się rozdział I, który wprowadza nas w rzeczywistość Imperium Rzymskiego w całej jego polityczno-społeczno-kulturowej złożoności. Profesor Wiśniewski nie unika tu zgrabnych ciekawostek, takich chociażby jak przezabawne rzymskie naścienne napisy, które odzierają przeszłość z sacrum wyjątkowości, a ludzi pokazują w ich człowieczym wymiarze. Autor opisuje zatem dominującą dziś na świecie religię u jej podstaw socjologicznych i społecznych. Pokazuje ich dojrzewanie i rozwój. Można wręcz mieć wrażenie, że pod mikroskopem oglądamy kolejne procesy wzrostu od poziomu zarodka, aż po organizm żywy gotowy do życia w świecie.
Oczywiście, podejmowanie tematu dotyczącego wspólnoty religijnej, zawsze niesie za sobą ryzyka, że towarzyszyć mu będzie albo nadmierna egzaltacja hagiograficzna, albo postawa przeciwna, manifestująca naukowy sceptycyzm, czy wręcz kontestację przeradzającą się w negację. Profesor Wiśniewski unika tych dwóch pułapek. Jego opowieść o chrześcijaństwie nie jest kościelnym wykładem, który bez trudu mógłby otrzymać biskupie imprimatur. Nie sili się też na taki dystans, który dla czytelnika wydałby się drwiną. Książka rozprawia się z sielankową wizją rozwoju chrześcijaństwa, w którym prymat Piotra nie jest podważany, kler jest czymś istniejącym już w Wieczerniku na szczycie Góry Oliwnej, a pierwsi wierni, skryci pod osłoną grot i piwnic, oprawiali Mszę trydencką, posługiwali się doskonale łaciną i nie mieli żadnych wątpliwości teologicznych. Autor jest sceptyczny wobec nowotestamentowych przekazów źródłowych, czy innych utworów chrześcijańskich, zgrabnie oddzielając to co uznać można za prawdę od mitu i legendy. Robi to jednak z tak ogromną delikatnością, że tylko kierowani złą wolą możemy próbować skonstruować zarzut, że jest to dzieło antyreligijne, czy antychrześcijańskie.
Niewątpliwą zaletą książki są wywody źródłoznawcze, objaśniające kulisy historycznych dociekań i warsztatowych pułapek. Czytelnikowi, który nie jest naukowcem, wyjaśniają skąd bierze się wiedza, historykom uwiarygadnia treść, a dla wszystkich jest dowodem, że badanie przeszłości może być pasjonującym śledztwem, w którym z rozsypanych klocków, często rażonych zębem czasu, próbuje się stworzyć sensowną układankę.
Pod rozwagę autorom podałbym jednak kwestię konstrukcji książki. Drugi rozdział próbuje nas przeprowadzić przez historię chrześcijaństwa od momentu pojawienia się Jezusa z Nazaretu, aż do VI wieku. Sam opis, zwłaszcza pod koniec, staje się nużący, nie mówiąc już o tym, że czytając kolejne rozdziały, często ten kontekst historyczny umyka. Pytaniem otwartym pozostaje, że nie dałoby się tej narracji skonstruować tak, aby rozdziały były chronologiczne, a w swoim wnętrzu zawierały rozważania o zjawiskach społecznych rzuconych na tło historyczne. Być może mniej wprawny i zorientowany w dziejach czytelnik, lepiej zrozumiałby związki przyczynowo-skutkowe.
Choć w warstwie językowej książka pisana jest ze swadą, nie brakuje dowcipu i niekłamanej erudycji, to niewątpliwie narracyjnie mogłaby być bardziej wciągająca. Ciekawym zabiegiem stosowanym w tego typu pracach jest rozpoczynanie rozdziału od współczesnej anegdoty czy scenki rodzajowej lub zgrabnego obrazka z przeszłości, którego dalszy ciąg rozdziału jest kwiecistym rozwinięciem. Autor stosuje go zresztą na początku rozpoczynając naszą podróż po chrześcijaństwie w londyńskim metrze. Potem stosuje go rzadziej, ze stratą dla samej narracji.
Są to jednak uwagi marginalne wobec jakości książki wydanej przez Radio Naukowe. Nie jest to być może lektura dla badaczy zagadnienia (choć rozdział poświęcony procesom kształtowania się kleru chrześcijańskiego może i dla nich być interesujący), ale dla rzesz osób, które lubią historię, może być sentymentalnym powrotem do wspomnianych wcześniej tuzów literatury popularnonaukowej. Książka „Chrześcijanie pierwszych wieków…” z pewnością jest książką nie „na raz”. Jest czymś do czego chętnie się wraca, wyszukując pojedynczych przykładów, historyjek, czy cennych informacji. Jest opowieścią, która udowadnia, że polska nauka może ciekawie opowiadać o swojej pracy, jeśli tylko da jej się na to szansę.