Nosferatu (2024) – recenzja i ocena. Koniec z wampirem-amantem!

opublikowano: 2025-02-26, 09:01
wszelkie prawa zastrzeżone
Nosferatu (2024) to nowa odsłona ponadczasowego klasyka. Sprawdzamy, czy Eggers oddał sprawiedliwość filmowemu pierwowzorowi, czy też wywróci całą historię do góry nogami.
reklama
Nosferatu (2024), Focus Features, prawa zastrzeżone

Na nowego Nosferatu Roberta Eggersa  polska publiczność musiała poczekać dwa miesiące dłużej niż reszta świata – pierwsza premiera odbyła się pod koniec grudnia 2024 roku. A istniało ryzyko, że film ten mógł w ogóle nie powstać. Planowano go już od 2015 roku, a prace nad projektem stale przekładano. Reżyser już w dzieciństwie zakochał się w ekspresjonistycznym, niemym horrorze Nosferatu: Symfonia Grozy (1922) F. W. Murnaua, luźno opartym na Draculi Brama Stokera, i od dawna marzył o stworzeniu własnej, czwartej już filmowej wersji (o remake’u z 2023 r. mało kto pamięta). W oczekiwaniu na premierę cały świat zastanawiał się, czy Eggers odda sprawiedliwość filmowemu klasykowi, czy też wywróci całą historię do góry nogami.

Na początek kilka słów na temat fabuły. Film jest osadzony u schyłku lat 30. XIX wieku w fikcyjnym mieście Wisburg i ukazuje obsesję wampira, hrabiego Orloka (Bill Skarsgård), na punkcie Ellen Hutter (Lily-Rose Depp), która z kolei usiłuje zerwać tę destrukcyjną więź. Sprawa pogarsza się gdy jej mąż, Thomas (Nicolas Hoult), zostaje wysłany do Transylwanii w sprawach zawodowych — jak się okazuje, trafia prosto do zamku Orloka i zostaje w nim uwięziony. Koszmary Ellen, trywializowane przez otoczenie, stają się coraz bardziej realne, a ona sama zaczyna rozumieć, że to na jej barkach spoczywa ciężar rozprawienia się z potworem.

Z filmu wyłania się przede wszystkim zamiłowanie Eggersa do przedstawianej historii. Widać ogromną miłość do oryginalnego Nosferatu, o której reżyser mówił zresztą wielokrotnie. Pasję tę zawarł nawet w drobnych detalach, takich jak imiona postaci drugoplanowych oraz kotki Ellen. Jednocześnie twórca podjął próbę przywrócenia wampira folklorowi, zgodną ze swoimi osobistymi zainteresowaniami i spójną z jego wcześniejszym dorobkiem. Na pytanie, czy jest to próba udana, najlepiej jednak odpowiedzieć sobie samemu, szperając w dawnych przesądach i wierzeniach. Mimo to nie ulega wątpliwości, że sposób przedstawienia wampira oraz sięgnięcie do ludowych korzeni wyróżnia nową adaptację na tle jej poprzedników. Inną kwestią jest osadzenie filmu w konwencji horroru gotyckiego, w którym nastrój, lęk, seksualność i charakterystyczne motywy (m.in. izolacja bohatera, nawiedzone miejsca, nadprzyrodzone moce) odgrywają pierwsze skrzypce. Fabuła Nosferatu rozgrywa się powoli (dla niektórych pewnie aż za bardzo) i rzeczywiście skupia się na budowaniu atmosfery niepokoju, przede wszystkim przy pomocy zabiegów audiowizualnych, oraz wzbudzaniu w widzu obrzydzenia — dużo tutaj naturalizmu, nieestetycznej nagości i fizjologii.

reklama

Trzeba zaznaczyć, że Nosferatu nie jest remakiem rozumianym jako przekalkowanie większości scen i kadrów z oryginału w nieco bardziej współczesnej formie, jak to miało miejsce w przypadku Carrie. Mamy tu do czynienia z adaptacją, kolejną wariacją historii, czerpiącą z poprzednich wersji, a także innych dzieł filmowych. Eggers nie dokonuje tak znacznej reinterpretacji jak Werner Herzog, ale wyraźnie widać charakterystyczne cechy jego autorskiego stylu i skupienie na seksualnym aspekcie, typowym dla kina wampirycznego. Wyłaniają się dwa motywy przewodnie: toksyczne relacje międzyludzkie (widoczne zwłaszcza w niszczycielskiej obsesji Orloka na punkcie Ellen, jednak każda przedstawiona w filmie relacja jest w jakiś sposób „skażona”) oraz właśnie seksualność, pozbawiona czułej zmysłowości. Wampir jest dla głównej bohaterki jednocześnie zakazanym owocem, jak i źródłem traumy, lęku i głębokiego wstydu.

Pojawia się pokusa, aby spróbować spojrzeć na film jako dzieło neowiktoriańskie – w końcu jest to nie tylko adaptacja filmu Murnaua, ale też Draculi  jednak jest to trudne zadanie. Eggers nie próbuje w szczególny sposób uwspółcześniać ani mocno reinterpretować adaptowanego przez siebie klasyka kina grozy, co niewątpliwie wynika z jego zamiłowania do oryginału. Dla wielu osób nielubiących przesadnych ingerencji twórczych będzie to zdecydowana zaleta nowego Nosferatu, jednak jeśli widz lubi się bawić w poszukiwanie odwołań do problemów współczesności i oczekuje nowej reinterpretacji, to może się rozczarować. Ponadto wątek zarazy wydaje się potraktowany dość powierzchownie – widać wprawdzie zbiorowiska szczurów, miejską panikę i rany na ciałach chorych, jednak brakuje tu głębszego wejścia w temat od strony symbolicznej.

Jeśli chodzi o postaci i kreacje aktorskie, najnowszy horrror Eggersa nie zawodzi. Nicolas Hoult, wcielający się w Thomasa Huttera (odpowiednik Jonathana Harkera), pokazuje dużo wrażliwości, a definiującą cechą jego postaci zdecydowanie jest miłość do żony. Aktor ma już doświadczenie w gatunku filmu wampirycznego, gdyż dwa lata temu zagrał tytułową postać w uwspółcześnionym, komediowych Renfieldzie. Te dwie role drastycznie się od siebie różnią i ukazują wszechstronność warsztatu Houlta.

Nosferatu stanowi również wielki powrót Lily-Rose Depp do kariery aktorskiej, po występie w powszechnie krytykowanym Idolu. Udało jej się dźwignąć trudną rolę Ellen, wymagającą przede wszystkim dużego fizycznego wysiłku w scenach opętania. Jak zaznaczył sam Eggers, to Ellen – przez prawie wszystkich dookoła uważana za słabującą fizycznie i psychicznie lunatyczkę – jest prawdziwą bohaterką opowieści, to ona ma odwagę dostrzegać to, co pozostali uważają za irracjonalne i to na jej barkach spoczywają najtrudniejsze decyzje.

reklama

Nie można oczywiście pominąć roli tytułowego wampira. Skarsgård, który ostatnimi laty zasłynął z odgrywania potworów, również i tym razem wciela się w przerażającego antagonistę. Jest on przy tym wizualnie nie do poznania – gdy nie przysłania go złowrogi cień, ginie w makijażu protetycznym. Dlatego w jego interpretacji Orloka pierwsze skrzypce odgrywa głos – by lepiej wcielić się w postać, Skarsgård współpracował z doświadczoną śpiewaczką operową, aby wydobyć głębszą, mocno rezonującą barwę. I rzeczywiście, za każdym razem gdy wydaje z siebie dźwięk, mówi donośniej i zarazem niżej niż ktokolwiek inny, chociaż jego akcent sprawia niekiedy wrażenie przerysowanego. Niemniej, warto zwrócić uwagę, jak bardzo nowy wizerunek Orloka odbiega od znanych nam już przedstawień Orloka czy Draculi. Nie ma w sobie nic z dystyngowanego arystokraty w pelerynie, podobnego do Beli Lugosiego, Christophera Lee czy Gary’ego Oldmana. Nie do końca przypomina również potwora z adaptacji Murnaua i Herzoga. Eggers stworzył wyjętego rodem z XVI wieku transylwańskiego szlachcica, z opadającym wąsem, odzianego w futrzany płaszcz; ubranie to skrywa jednak gnijącego (w sensie dosłownym) żywego trupa. Taki wizerunek przybliża Orloka do postaci z folkloru i Włada Palownika, a jednocześnie stanowi symboliczne zerwanie z tendencją do humanizowania wampirów, co stało się wyraźnym trendem w kulturze od końca XX wieku. Potwór Skarsgårda nie jest niezrozumiałym outsiderem o smutnej przeszłości – to animalistyczne monstrum, predator mający wzbudzać obrzydzenie i lęk.

Drugi plan przedstawia się równie solidnie. Mowa tu zarówno o stałych współpracownikach reżysera (Willem Dafoe, Ralph Ineson), jak i pozostałych (Simon McBurney, Aaron Taylor-Johnson, Emma Corrin), chociaż trzeba przyznać, że większość postaci z filmu niestety nie została szczególnie pogłębiona psychologicznie. Na uwagę z pewnością zasługuje Dafoe, grający odpowiednika stokerowskiego Van Helsinga i wnoszący do tego poważnego, ponurego obrazu nutkę chaosu i energii. Nie jest to zresztą pierwsza przygoda aktora ze światem Nosferatu – w metatekstowym filmie Cień wampira (2000) wcielił się w rolę Maxa Schrecka/Orloka.

reklama
Nosferatu (2024), Focus Features, prawa zastrzeżone

Nie da się ukryć, że najmocniejszą stroną filmu jest nade wszystko jego warstwa audiowizualna. Każdy kadr został dopieszczony, dokładnie przemyślany, a twórcom udało się stworzyć dzieło zarówno czerpiące garściami z klasyków gatunku, jak i nacechowane charakterystycznymi dla Eggersa zabiegami stylistycznymi, dzięki którym unika się wrażenia kopiowania. Reżyser składa hołd najwybitniejszym dziełom nurtu niemieckiego ekspresjonizmu, nie tylko oryginalnemu Nosferatu, ale też np. Faustowi (1926). Nie zabrakło atmosfery onirycznej, szczególnie manifestującej się w scenie jazdy powozem do zamku wampira. Film charakteryzuje wyrazisty światłocień i mocno zgaszona kolorystyka, w wielu scenach nocnych sprawiająca wręcz wrażenie czerni i bieli. Muzyka oraz udźwiękowienie również zasługują na wyróżnienie. Nosferatu zdecydowanie udowadnia też, że ograniczenie CGI i postawienie na efekty praktyczne sprawdza się i wygląda doskonale. Wszystko to nie jest zaskakujące, biorąc pod uwagę poprzedni dorobek Eggersa, jego zamiłowanie do sztuki, wierzeń ludowych oraz wrażenia historycznego realizmu – co było już bardzo widoczne w jego Czarownicy: Bajce ludowej z Nowej Anglii. Piękno zdjęć splata się jednak z obrazami wzbudzającymi dyskomfort, przypominając widzowi, że świat Orloka to nie świat wampira romantycznego i tragicznego. 

Miłośnicy historii z pewnością docenią także charakteryzację i kostiumy, pełne starannych detali, bliskie temu co znamy ze źródeł z pierwszej połowy XIX wieku. Projektantka Linda Muir postawiła na kroje i materiały najbardziej przypominające oryginały z epoki i starała się nadać strojom „niemiecką estetykę”. Warto zwrócić uwagę, że gorset Ellen posiada wiązanie z przodu, co ułatwiało samodzielne zakładanie – wiele kobiet nieposiadających służby używało właśnie takich. Makijaż postaci żeńskich jest również bardzo oszczędny, podkreśla bladość cery i nie próbuje dostosowywać bohaterek do współczesnych nam kanonów piękna. Nie bez powodu to właśnie aspekty wizualne doczekały się nominacji do Oscarów.

Warto wybrać się na seans Nosferatu, ponieważ jest to przede wszystkim starannie zrealizowany, wizualnie zachwycające dzieło filmowe, któremu od strony technicznej ciężko cokolwiek zarzucić. Nawet jeśli historia i fabuła nie zachwyci widza, trzeba oddać Eggersowi, że podszedł do projektu z pasją, a także – zgodnie z tradycją – pokazał po raz kolejny, że wampir w kulturze nigdy nie umiera. Może się jedynie odradzać.

Nosferatu (2024)
nasza ocena:
8/10
Tytuł oryginalny:
Nosferatu
Premiera:
21 lutego 2025
Gatunek:
Horror
Reżyseria:
Robert Eggers
Kraj produkcji:
USA, Czechy, Wielka Brytania
reklama
Komentarze
o autorze
Weronika Kulczewska-Rastaszańska
Doktorantka Szkoły Doktorskiej Nauk Humanistycznych UW w dyscyplinie historia. Interesuje się filmem, I wojną światową, badaniami nad pamięcią i metodologią historii.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2025 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone