„Nie mieliśmy nigdy takich tragedii jak Polacy. Jeżeli Czesi mieliby coś przejąć od Polaków, to byłaby to duma”

opublikowano: 2025-03-31, 13:58
wszelkie prawa zastrzeżone
Dlaczego sympatia Polaków do Czechów nie jest odwzajemniona? Co dzieli, a co łączy oba narody?
reklama

Ten tekst jest fragmentem książki Cezarego Koryckiego „Protokół rozbieżności. Historia Polski bez histerii”.

Krecik (fot. El Nino)

CEZARY KORYCKI: Czy kojarzy pan podanie o Lechu, Czechu i Rusie?

JIŘÍ FRIEDL: Niezbyt, choć słyszałem o tej historii w Polsce, ale szczegółów raczej nie znam…

Ale to jest dobry punkt do rozpoczęcia rozmowy o uczuciach, jakie łączą Czechów i Polaków. To znaczy uczucia są takie, że u nas jest dość duży stopień czechofilstwa, są nawet fanpage’e czechofanów i przyznam, że moje pokolenie od dziecka miało jakąś sympatię do kraju Krecika, Sąsiadów (Pat i Mat) i prze konanie, że Czesi to wręcz tacy nasi bracia z południa. Sądzę jednak, że te uczucia co do mieszkańców północnej strony Sudetów są dość asymetryczne.

Też myślę, że raczej nie są odwzajemnione, choć oczywiście cieszy mnie ta popularność czy może sympatia do Czechów wśród Polaków. Nawet można powiedzieć, że jestem trochę z niej dumny. Przyznam się tu, że wśród Czechów nie ma jakiegoś specjalnego zainteresowania Polską czy sentymentu do waszego kraju. Nie jestem specjalnie aktywny w mediach społecznościowych, więc nie wiem, jak to jest z tymi grupami, jedyne, co widzę, to bezpośrednie reakcje czy odczucia studentów. Ostatnio po wyprawie naukowej z Uniwersytetu w Ołomuńcu studenci po odwiedzeniu Polski sami przyznali, że zakorzeniony stereotyp państwa nieco zacofanego zupełnie nie znajduje tu potwierdzenia. Czesi chwalą sobie na przykład świetną jakość polskich dróg, rozwiniętą infrastrukturę, bo przecież już w czasie pamiętnego Euro 2012, gdy Czechy grały mecze grupowe we Wrocławiu, wielu z kibiców po raz pierwszy pojechało do Polski i było zachwyconych waszym krajem. Jako historyk zdaję sobie sprawę, że we wzajemnych relacjach mieliśmy gorsze momenty, gdy były one złe lub bardzo złe, jak w okresie międzywojennym, ale dziś to wygląda zupełnie inaczej. Znam wielu Polaków i często pytam: „O co chodzi z tym, że tak lubicie czeską kulturę, Hrabala czy czeskie kino?”. Trudno na to odpowiedzieć. Staram się też promować Polskę wśród studentów, zainteresować ich jej historią, bo przecież pod tym względem to kraj wyjątkowo interesujący. Tylko że my, Czesi, jesteśmy ostatecznie tak troszkę bardziej zapatrzeni w siebie, i to w pozytywnym znaczeniu. Na przykład dość nie chętnie podróżujemy za granicę, wolimy własny kraj. No bo po co szukać zamków w Europie, skoro mamy swoje? Po co jeździć na narty w Alpy, skoro możemy zjeżdżać u siebie? To zapatrzenie we własną ojczyznę ma u nas odzwierciedlenie w hymnie narodowym, który chyba nie jest znany wśród Polaków. W innych hymnach, tak jak w polskim, ktoś walczy, ginie za ojczyznę, maszeruje z jakiejś obcej ziemi. A u nas? Hymn jest o łąkach, borach i kwiatach, o tym, jak piękny jest nasz kraj.

reklama

Wasz kraj praktycznie przez ostatnie tysiąc lat naszego sąsiedztwa zawsze był o pół długości przed Polską. Czy to pod względem budowania państwowości, czy przyjęcia chrześcijaństwa. Później szybciej u was postępowała rewolucja przemysłowa, szybciej rozwijała się motoryzacja, a także wyższy był poziom życia czy rozwój miast. Dziś po tych wszystkich wiekach mamy moment, gdy to Polska minimalnie wysuwa się na prowadzenie… Chyba pierwszy raz w historii PKB Polski jest odrobinę większe od czeskiego!

Oczywiście. Mówiłem wcześniej o sieci drogowej, infrastrukturze, o tym, co obserwuję – że Polska jakoś szybciej się rozwija. Widzę na przykład, że Czechy przespały moment na rozbudowę dróg z wykorzystaniem funduszy europejskich, a przecież powinniśmy to poprawić jako kraj tranzytowy w środku Europy. Za każdym razem, gdy przyjeżdżam do Polski, stwierdzam, że ten rozwój habsburskiej, ale chcieli jej rekonstrukcji, możliwości swobodnego u was jest dynamiczny. Polska stała się taką szybką szczupłą rybą, a Czechy tłustym leniwym karpiem. Więc teraz wy nam uciekacie (śmiech).

Panuje u nas takie przekonanie, że zasadniczo w sprawach tak ważnych dla Polaków, jak wolność czy niepodległość, wam było raczej wszystko jedno. Czy faktycznie wyzwolenie spod Habsburgów jeszcze w XIX wieku było dla Czecha świętokradztwem?

Tak bym chyba nie powiedział, ale trzeba przyznać, że jeszcze na początku pierwszej wojny światowej mało kto w Czechach wierzył, że dojdzie do upadku Austro-Węgier, i wcale nie liczono na taki rozwój wydarzeń. Czescy politycy stali na stanowisku, że cesarsko--królewska monarchia równoważy siły w Europie, znajduje się między imperializmem niemieckim i rosyjskim, a sam Franciszek Palacki miał wypowiedzieć słynne słowa, że jeżeli Austro-Węgier by nie było, to trzeba by je było wymyślić. Monarchię uważano także za parasol chroniący Czechów. Tylko był z tym jeden problem, mianowicie tereny zamieszkane przez Czechów cechowała niejednorodność zarówno pod względem etnicznym, jak i językowym. Mieszkało tu kilka milionów Niemców, zatem walka o język stawała się kością niezgody. Niemcy nie chcieli równouprawnienia języka czeskiego, a ponadto Czesi powoli zaczęli marzyć o autonomii ziem czeskich w ramach monarchii, bo przecież nie było im dane to, co miała Galicja. Sytuacja polityczna w Krakowie czy we Lwowie była przed pierwszą wojną światową wręcz przedmiotem zazdrości Czechów, którzy nie mieli zamiaru rozbijać monarchii habsburskiej, ale chcieli jej rekonstrukcji, możliwości swobodnego rozwoju swojego narodu. Więc powstanie państwa czechosłowackiego było w pewnym sensie niespodzianką.

Deklaracja niepodległości Czechosłowacji w Pradze, 28 października 1918 roku

Gdy mowa o pierwszej wojnie światowej, to w Polsce każdy ma jedno skojarzenie…

Wiem, do czego pan zmierza, ale stereotyp Szwejka to zupełnie błędny i krzywdzący obraz, niemający wiele wspólnego z historią! Czesi zmobilizowani w liczbie przekraczającej milion żołnierzy walczyli i ginęli na wszystkich frontach pierwszej wojny światowej, odznaczali się wiernością wobec cesarza, aczkolwiek zdarzało się, że gdy trafiali do niewoli rosyjskiej czy serbskiej, to tworzyli legiony walczące po stronie ententy. Szwejk jest niestety dużym uproszczeniem tego wszystkiego, bo przecież w szeregach armii austriackiej było kilku czeskich generałów, później dowódców armii czechosłowackiej.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Cezarego Koryckiego „Protokół rozbieżności. Historia Polski bez histerii” bezpośrednio pod tym linkiem!

Cezary Korycki
„Protokół rozbieżności. Historia Polski bez histerii”
cena:
59,90 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Wydawnictwo Literackie
Rok wydania:
2025
Okładka:
broszurowa ze skrzydłami
Liczba stron:
336
Premiera:
19.03.2025
Format:
143x205 [mm]
Format ebooków:
epub, mobi
Zabezpieczenie ebooków:
watermark
ISBN:
978-83-08-08545-5
EAN:
9788308085455
reklama

Ciekawą sprawą jest to, jak Czesi i Słowacy potrafili być skuteczni na polu dyplomacji, gdyż jeszcze przed zakończeniem pierwszej wojny światowej zdołali uzyskać obietnicę powstania własnego państwa. Nie było przy tym kłótni i przepychanek jak u Polaków?

Czy Czesi pod koniec pierwszej wojny światowej byli wyjątkowo zgodni i skuteczni? Czy potrafili ze Słowakami załatwić swoje interesy? Ciekawe zagadnienie. Umowa pittsburska była faktycznie porozumieniem zawartym między emigracyjnymi działaczami czeskimi i słowackimi w Stanach Zjednoczonych już 30 maja 1918 roku, ale później stała się kością niezgody, bo w tej umowie Słowakom obiecana została autonomia, a Czesi starali się przeforsować ideę czechosłowakizmu, która bardzo drażniła słowackich autonomistów. Więc wcale nie jest przykładem jakiejś wyjątkowej zgody.

Faktycznie już na jesieni 1918 roku powstał rząd czechosłowacki uznany przez zachodnich aliantów. Na Zachodzie uznawany był tylko Komitet Narodowy Polski pod kierownictwem Dmowskiego, zatem rzeczywiście w pewnym momencie my mieliśmy więcej w garści niż Polska. Lecz to Polska była w trudniejszej sytuacji, rodziła się z ziem trzech zaborów i trzech upadających imperiów. Niemcy nie mieli zamiaru łatwo czegokolwiek oddawać, co pokazało już udane dla Polski powstanie wielkopolskie. Utworzenie centralnego ośrodka władzy trwało o wiele dłużej, ale pamiętajmy, że Roman Dmowski w czasie, gdy Józef Piłsudski siedział jeszcze w twierdzy magdeburskiej, już lobbował za niepodległą Polską. Jeżeli przeczytamy słynne punk ty prezydenta Wilsona*, to jeden punkt jest tam wręcz wprost poświęcony Polsce. Musi zostać odnowione państwo polskie ze swobodnym dostępem do morza. Natomiast o reszcie narodów monarchii habsburskiej nie ma tam zbyt wiele poza tym, że musi zostać sfederalizowana. Więc jeśli chodzi o Czechów i Słowaków, to była raczej jakaś nadzieja, że dojdzie do federalizacji, do rekonstrukcji monarchii habsburskiej. Bo przecież coś takiego, jak Czechosłowacja, była tworem nowym, nie istniało wcześniej takie państwo. Dlatego też, w przeciwieństwie do Polski, nie miało za bardzo do czego się odwoływać.

W naszej świadomości o odzyskaniu niepodległości pierwszorzędną rolę odgrywają Legiony, powstania i wojna polsko-bolszewicka. Umyka nam walka o Zaolzie, która była naprawdę dość zajadła i dzieliła dwa słowiańskie narody.

reklama

Przy całym zamieszaniu związanym z końcem wojny, odzyskaniem niepodległości przez Polskę i powstawaniem nowego państwa czechosłowackiego wszyscy trochę zapomnieli o Śląsku Cieszyńskim. Reprezentacja czechosłowacka i polska nie zdawały sobie sprawy, jak ten region jest ważny z punktu widzenia gospodarczego i logistycznego. Na początku czescy i polscy politycy uzgodnili, że raczej nie będzie problemu, bo przecież nie będziemy się kłócić o kilka wiosek. Brzmi to dość dziwnie, ale faktycznie nie potrafię sobie wytłumaczyć, dlaczego jeszcze na wiosnę 1918 roku nikt nie dostrzegał problemu, jakim byłby brak Zaolzia. Może dla Pragi Zaolzie było zbyt odległym regionem, albo też Czesi zapomnieli o gospodarczym potencjale tej ziemi i jej znaczeniu dla przyszłej republiki. A przecież tam był nie tylko węgiel, ale była też trasa kolei koszycko-bogumińskiej, będąca jedynym efektywnym połączeniem między Czechami i Słowacją, czyli częściami nowego państwa. Wtedy zaczęto uświadamiać sobie rangę tego regionu.

Czeska i polska nazwa ulicy w Czeskim Cieszynie (fot. Xpicto)

Problem był złożony ze względu na niezwykle skomplikowane stosunki narodowościowe na tym terenie. Oprócz Polaków i Czechów mieszkali tam również Niemcy, a ponadto grupa, która określała sama siebie jako Ślązaków – byli to ludzie funkcjonujący w ramach niemieckiej kultury, choć często niemówiący po niemiecku. Posługiwali się oni językiem-gwarą, mieszanką polskiego, czeskiego i niemieckiego, określaną mianem „naszego” języka („po naszymu”), choć jak się jej słucha, to jest jasne, że najbliżej tej gwarze do języka polskiego. A posługujący się nią ludzie, to znaczy Ślązacy, najchętniej wtedy widzieliby Śląsk Cieszyński jako część państwa śląskiego. To był ich najbardziej wymarzony, ale nierealny cel. Skoro nie istniała opcja, żeby Śląsk Zaolziański należał do Niemiec, do wyboru pozostały albo Polska, albo Czechosłowacja. W końcu po tak zwanej wojnie siedmiodniowej pomiędzy oddziałami polskimi i czeskimi w roku 1919 o przyszłości tej ziemi miał zadecydować plebiscyt, z którego ostatecznie zrezygnowano w obliczu polskiej wojny z bolszewikami.

Wojna polsko-czechosłowacka, o której pan wspomina, wyznacza chyba najbardziej haniebną kartę w historii naszych stosunków z Czechami.

W odniesieniu do wydarzeń ze Stonawy, czyli mordu polskich jeńców przez Czechów, to oczywiście trzeba o tym pamiętać, ale należy też wziąć pod uwagę, że była to po prostu wojna, na której dochodzi do takich aktów. Żołnierze z Czech, którzy walczyli na Zaolziu, byli w większości dawnymi legionistami, przybyłymi z Rosji, ludźmi od kilku lat walczącymi na froncie, przeoranymi psychicznie przez okrucieństwa wojny. Nie chcę, rzecz jasna, w żaden sposób tłumaczyć, dlaczego żołnierze czechosłowaccy tak się zachowali, bo faktycznie była to zbrodnia. Czesi szukali odwetu za śmierć kilku żołnierzy z rąk polskich cywilów. Jako Czech nie mogę być dumny z tych wydarzeń.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Cezarego Koryckiego „Protokół rozbieżności. Historia Polski bez histerii” bezpośrednio pod tym linkiem!

Cezary Korycki
„Protokół rozbieżności. Historia Polski bez histerii”
cena:
59,90 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Wydawnictwo Literackie
Rok wydania:
2025
Okładka:
broszurowa ze skrzydłami
Liczba stron:
336
Premiera:
19.03.2025
Format:
143x205 [mm]
Format ebooków:
epub, mobi
Zabezpieczenie ebooków:
watermark
ISBN:
978-83-08-08545-5
EAN:
9788308085455
reklama
Ciała polskich żołnierzy zamordowanych przez czeskich legionistów w Stonawie, styczeń 1919 roku

Trzeba przyznać, że zasadniczo w latach 1919–1920 wyobrażona idea słowiańskiego braterstwa upadła. Dla mnie jednak najbardziej niezrozumiała jest postawa Czechów wobec Polski broniącej się przed bolszewicką Rosją.

Ten temat jest bardzo ciekawy, bo w Czechach faktycznie dawało się wyczuć sporą sympatię dla Rosji. Zawsze ją postrzegano jako państwo, które uchroni Słowian przed żywiołem niemieckim. W XIX wieku, gdy konflikt niemiecko-czeski narastał, to Rosja jawiła się jako najpotężniejsze państwo słowiańskie, które dodatkowo jest wielkim mocarstwem. Dziś oczywiście rozumiemy całą naiwność takiego myślenia, ale wtedy Rosjanie traktowani byli wręcz jako obrońcy Czechów przed Niemcami. Uczucia te naturalnie wynikały z tego, że Czesi w odróżnieniu od Polaków nigdy nie mieli granicy z Rosjanami ani żadnych doświadczeń historycznych z tym imperium, żadnej wojny, jedynie jakieś romantyczne wyobrażenia. Raz po raz ktoś jeździł wprawdzie do Rosji i potem przed nią ostrzegał, opisując, jak ten kraj wygląda, że to miejsce zniewolenia ludzi, ale opinie takie były dość odosobnione i nikt w nie nie wierzył. Czesi w ogóle – co trafnie stwierdził jeden z naszych historyków – ponieśli za mało ofiar, by wiedzieć, czym są zagrożenia ze strony sowieckiej. Nie mieliśmy nigdy takich tragedii, jak Polacy, czyli zesłań na Syberię, najazdu bolszewickiego, a później Katynia. Doszło wprawdzie do konfliktu czechosłowackiego z Węgierską Republiką Sowiecką, ale był on krótki i miał lokalny zasięg.

Zatem gdy Polska zaczęła wojnę z Rosją sowiecką, to politycy w Pradze twierdzili, że sama chce wyciąć sobie wschodnią granicę ułańską szabelką. Traktowano to jako wojnę agresywną ze strony Piłsudskiego. Dochodziła do głosu także coraz silniejsza propaganda sowiecka, która aktywizowała czeski ruch robotniczy, i robiła to dość skutecznie, gdyż w ramach strajków blokowano transporty broni do Polski, a czechosłowackie władze tolerowały takie wystąpienia. W tym czasie sprawa Zaolzia nadal była nierozstrzygnięta, zatem czescy politycy postanowili coś ugrać, korzystając z polskich trudności w 1920 roku. Tomáš Masaryk, spotykając się z misją sojuszniczą jadącą do Polski, miał powiedzieć, że nie ma po co tam jechać, bo Polska zaraz padnie pod atakiem bolszewickim.

Polski historyk Michał Przeperski napisał książkę o konfliktach polsko-czeskich w XX wieku i parafrazując Milana Kunderę, na dał jej tytuł Nieznośny ciężar braterstwa. Jak to braterstwo wyglądało na zajętym przez Czechy międzywojennym Zaolziu? Czy uzasadnione jest nazwanie go ostrą czechizacją?

reklama

Ostra czechizacja to jednak zbyt mocne stwierdzenie, bo pod tym pojęciem rozumiałbym wypędzenia, masowe przesiedlenie Polaków czy nawet pacyfikację gmin polskich. Istniała wszakże stopniowa czechizacja, bo przecież dla państwa czechosłowackie go Zaolzie było strategicznym terenem, który nie dość, że znajduje się wzdłuż granicy z obcym państwem, to jeszcze ma kluczowe surowce. To były tereny wydobycia bardzo dobrego jakościowo węgla, a w tamtych czasach węgiel miał taką wartość, jak dziś ropa lub gaz. Znajdowały się tam także huty i przemysł, więc czechosłowacka administracja robiła wszystko, by zabezpieczyć taką domenę. Po zamachu majowym stosunki z Polską nie układały się pomyślnie, a w sytuacji kryzysowej lepiej było mieć w tym miejscu swoich. Kolejarzy polskiego pochodzenia traktowano jako element wrogi i zatrudniano w innych lokalizacjach w kraju. Było to dość trudne dla tych ludzi, lecz państwo chciało mimo wszystko mieć pełną kontrolę nad koleją. Działania te dotyczyły także kolejarzy pochodzenia niemieckiego. Z punktu widzenia interesów państwa decyzje te były zrozumiałe, ale już dla polskich działaczy narodowych i nacjonalistów w Polsce stawało się to wodą na młyn.

Czy na Zaolziu walczono z polskością?

Na Zaolziu istniały polskie szkoły, choć akurat liceum w Orłowej stało się publiczne dopiero w 1938 roku, więc było trochę za późno, żeby przekonać do siebie Polaków. Wcześniej, w czasie kryzysu gospodarczego, zdarzało się, że zatrudnienie w kopalni czy w hucie uzależniano od tego, gdzie i do jakiej szkoły posyła się dzieci, a premiowano tych, którzy identyfikowali się z narodowością czeską i posyłali dzieci do czeskiej szkoły. Mój polski kolega historyk Grzegorz Gąsior napisał ostatnio pracę o polityce narodowościowej państwa czechosłowackiego na Zaolziu i prawda jest taka, że ta czechizacja nie była tak stanowcza, jak na przykład polonizacja już po roku 1938, kiedy od razu zakazano używania języka czeskiego w urzędach i stosowania czeskich nazw oraz zamknięto szkoły i wypędzono trzydzieści tysięcy Czechów. Wcześniejsze działania państwa czechosłowackiego wynikały z planów zakładających długofalową zmianę składu narodowościowego Zaolzia. Inna sprawa, że oczywiście stosowano starą polityczną zasadę divide et impera, próbowano więc podzielić i skłócić ze sobą miejscową ludność. Co ciekawe, wśród lokalnych polityków polskich, zwłaszcza wśród socjalistów, istniały ruchy proczechosłowackie. Niestety z powodu słabego poparcia ze strony czeskich towarzyszy polska mniejszość nie uzyskała dostatecznej liczby głosów, żeby mieć swoich posłów w czechosłowackim parlamencie w 1935 roku.

Defilada polskich czołgów w zajętym Zaolziu na okładce Ilustrowanego Kuryera Codziennego

Przychodzi rok 1938, o którym dziś część Polaków nawet stwierdził, że Polska, postępując tak, a nie inaczej w sprawie zaczyna mówić jako o niechlubnym akcie współpracy Polski z Hitlerem. Czy faktycznie Polska po prostu współuczestniczyła w rozbiorze Czechosłowacji?

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Cezarego Koryckiego „Protokół rozbieżności. Historia Polski bez histerii” bezpośrednio pod tym linkiem!

Cezary Korycki
„Protokół rozbieżności. Historia Polski bez histerii”
cena:
59,90 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Wydawnictwo Literackie
Rok wydania:
2025
Okładka:
broszurowa ze skrzydłami
Liczba stron:
336
Premiera:
19.03.2025
Format:
143x205 [mm]
Format ebooków:
epub, mobi
Zabezpieczenie ebooków:
watermark
ISBN:
978-83-08-08545-5
EAN:
9788308085455
reklama

Czesi mają trochę inne spojrzenie na tę sprawę. Wiem, że w roku 1938 społeczeństwo czechosłowackie uważało postępowanie Polski za zdradę. Tuż przed Monachium czechosłowackie dowództwo podkreślało, że jeżeli nie będzie zabezpieczona przynajmniej neutralność Polski, to możliwości obrony Czechosłowacji wobec ataku niemieckiego będą znikome. Naciskano więc na prezydenta Edvarda Beneša, żeby spróbował się dogadać z Polską, toteż pod koniec września wystosował on list do prezydenta Mościckiego, proponując bliżej nieokreślone ustępstwa terytorialne. Odpowiedzią było jednak ultimatum Warszawy z 30 września 1938 roku, w którym zażądano natychmiastowego odstąpienia Zaolzia na rzecz Polski. Jestem jednak daleki od stwierdzenia, że Polska działała w porozumieniu z Niemcami. Nie ma żadnych konkretnych dowodów, żeby politycy polscy dogadywali się z politykami Trzeciej Rzeszy. To raczej polityka Hitlera otwierała możliwości ekspansji polityce polskiej. Już po aneksji Zaolzia miejscowi Polacy myśleli, że teraz nadejdą dla nich lepsze czasy, że w końcu będą rządzić u siebie, a tymczasem z Warszawy przywożono urzędników, którzy byli elementem obcym i mało rozumieli lokalną specyfikę. To także powodowało napięcia i rozczarowanie.

Zatem odnośnie do Zaolzia i wydarzeń z roku 1938 sprawa nie jest taka prosta i jednowymiarowa. Inny mój polski kolega, Marek Piotr Deszczyński, napisał książkę Ostatni egzamin, w której stwierdził, że Polska, postępując tak, a nie inaczej w sprawie Zaolzia w roku 1938, wykazała się w oczach ówczesnych polityków i społeczeństwa sprawczością, zdała egzamin dojrzałości, podejmując działania, pomimo że nie została zaproszona do Monachium. Ale z kolei Henryk Jasiczek, uznawany za jednego z najważniejszych polskich pisarzy na Zaolziu, miał powiedzieć: „Nie można mówić sąsiadowi, żeby zwrócił zegarek, gdy płonie mu dom. Dlatego też społeczeństwo Czechosłowacji uważało, że zagarnięcie Zaolzia to nóż wbity w plecy”. Zresztą już we wrześniu 1939 roku w raportach czechosłowackiego ruchu oporu do Londynu pojawiały się opinie, że atak Trzeciej Rzeszy na Polskę społeczeństwo czeskie traktuje jako słuszną karę dla Polaków, którzy w końcu dostają za swoje. Z kolei zabranie słowackich części Orawy i Spisza w 1938 roku spowodowało, że Słowacy (po rozpadzie państwa czechosłowackiego w marcu 1939 roku) zwrócili się ku Trzeciej Rzeszy, kosztem przychylnego nastawienia do Polski.

Edvard Beneš

Czy zatem w dobie rządów emigracyjnych w Londynie realne było polsko-czechosłowackie zbliżenie?

reklama

Pojawiła się koncepcja absolutnie bez precedensu, czyli pomysł stworzenia po wojnie konfederacyjnego państwa w Europie Środkowej. Pomysł wyszedł od Brytyjczyków, a takie rozmowy toczyły się już od końca 1939 roku. Zasadniczo Londynowi nie podobał się porządek wersalski i tamtejsi politycy uważali, że rozpad Austro-Węgier był przyczyną wszystkich problemów na kontynencie. Po prostu nagle pojawiło się wiele państw i wiele i bitwa o Przełęcz Dukielską*. Po wydarzeniach z roku 1989 konfliktów, doszło do bałkanizacji Europy Środkowej i w rezultacie do drugiej wojny światowej. Brytyjczycy naciskali więc na Polaków i Czechosłowaków, aby rozmawiali o przyszłej konfederacji. Beneš traktował to wszystko instrumentalnie. Zasłaniał się tym, że na poziomie politycznym jeszcze nie nadszedł czas na rozmowy, gdyż Polska wprawdzie miała już rząd, ale czechosłowacki dopiero się formował. W tym czasie Francja upadła, a Beneš już nie mógł się wykręcać i deklaracje o planowanym stworzeniu konfederacji po wojnie podpisano w symbolicznym dniu 11 listopada 1940 roku. Oczywiście nie było mowy o porozumieniu, bo wizje polityków tych dwóch tak różnych i przecież okupowanych państw były inne. Beneš nie chciał integracji politycznej z Polską, lecz jedynie gospodarczej. Z kolei Sikorski obawiał się gospodarczej siły Czechosłowacji i jej przewagi względem potencjału Polski, toteż lansował integrację polityczną. Ta ze względu na potencjał demograficzny była nie do przyjęcia dla Czechosłowacji. Ponadto Beneš stawiał warunek, że konfederacja może powstać, aczkolwiek tylko jeżeli zostaną uregulowane stosunki polsko-sowieckie i sprawa granicy po agresji z 17 września. Nie chciał wciągać Czechosłowacji w spór Polski z ZSRS. Cała sprawa była niezwykle skomplikowana, a później, gdy Hitler zaatakował ZSRS, przyszłość tego projektu zależała od jednego czynnika, a mianowicie stanowiska Stalina. Oczywiście nie mogło być mowy o istnieniu takiego państwa w Europie. ZSRS miał inny plan.

Czym dla Czechów jest dziś druga wojna światowa, co jest w niej wiodącym motywem w pamięci historycznej?

Motywy zmieniały się w zależności od czasów i władzy. W dobie tak zwanej demokracji ludowej oczywiście promowana była komunistyczna partyzantka, wyzwolenie przez Armię Czerwoną i bitwa o Przełęcz Dukielską. Po wydarzeniach z roku 1989 zmieniono narrację i przypomniano, że Czechosłowacja została częściowo wyzwolona przez Amerykanów, ale zapomniano o Armii Czerwonej. Zaczęto podkreślać udział czechosłowackich lotników w bitwie o Anglię w 1940 roku. Ostatnio duży rozgłos zyskała sprawa zamachu na Reinharda Heydricha, który w maju 1942 roku zorganizowali agenci wysłani przez czechosłowacki rząd w Londynie. Mieliśmy zatem popadanie ze skrajności w skrajność. Wcześniej tylko Armia Czerwona, później tylko Amerykanie, choć akurat w krwawej bitwie o Przełęcz Dukielską wcale nie ginęli wyłącznie czechosłowaccy komuniści, ale po prostu nasi żołnierze – Czesi, Słowacy, Ukraińcy z Rusi Podkarpackiej, Żydzi. Ciekawą sprawą są dla mnie nasze filmy wojenne, bo powstawały bardzo udane, takie jak Tobruk – o bitwie, w której walczyli i Polacy, i Czesi, czy Ciemnoniebieski świat o lotnikach nad Anglią. Dla Polski wojna wyglądała jednak inaczej.

Inaczej?

Mieliście powstanie warszawskie, wcześniej ogromny terror niemiecki, unikatowy w swojej skali ruch oporu, siły zbrojne walczące choćby pod Monte Cassino. W Czechach istniał protektorat Czech i Moraw, była jakaś autonomia, warunki życiowe były lepsze niż w Generalnym Gubernatorstwie, ale możliwości zorganizowania ruchu oporu znacznie gorsze. Głównie przez większą koncentrację wojsk niemieckich i brak terenów takich jak w Polsce, gdzie mogłyby działać zgrupowania partyzanckie. Nie ma tu zatem takiej wielkiej opowieści jak u Polaków.

Nawet najskuteczniejszy pilot Dywizjonu 303 nie jest w Czechach nigdzie upamiętniony.

Josef František nie ma pomnika, bo i historia jako nauka nie jest według mojej opinii jakoś specjalnie w Czechach szanowana. Czasem mam wrażenie, że mój zawód, zawód historyka, jest uważany w kraju za zbędny, czy może wręcz niepotrzebny. Prawdopodobnie część rodaków nie podzieli tego poglądu, ale jesteśmy troszkę narodem takich… kupców. Ważne jest tylko to, na czym da się zarobić, jak się na czymś nie zarabia, to nie ma już większej wartości. Dlatego my, historycy, czasem Polakom troszkę zazdrościmy. Zresztą pewien polityk czechosłowacki napisał, że jeżeli Czesi mieliby coś przejąć od Polaków, to byłaby to duma.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Cezarego Koryckiego „Protokół rozbieżności. Historia Polski bez histerii” bezpośrednio pod tym linkiem!

Cezary Korycki
„Protokół rozbieżności. Historia Polski bez histerii”
cena:
59,90 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Wydawnictwo Literackie
Rok wydania:
2025
Okładka:
broszurowa ze skrzydłami
Liczba stron:
336
Premiera:
19.03.2025
Format:
143x205 [mm]
Format ebooków:
epub, mobi
Zabezpieczenie ebooków:
watermark
ISBN:
978-83-08-08545-5
EAN:
9788308085455
reklama
Komentarze
o autorze
Cezary Korycki
(Ur. 1980) – popularyzator historii i producent filmów dokumentalnych i podcastów o tematyce historycznej. Wcześniej przez kilkanaście lat związany z Telewizją Polską. Obecnie prowadzi kanał, podcast i fanpage "Historia, jakiej nie znacie" dostępne w serwisach YouTube, Spotify i na Facebooku. Jest także gospodarzem cyklu audycji "Inne Historie Polski" na kanale Muzeum Historii Polski, do którego zaprasza najważniejszych polskich historyków.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2025 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone