Halina Nelken – „Pamiętnik z getta w Krakowie” – recenzja i ocena

opublikowano: 2025-02-09, 09:34
wolna licencja
W święta narodowe wywieszali biało-czerwone flagi. Dopiero wybuch wojny i kolejne niemieckie zarządzenia wobec Żydów wymusiły na tej rodzinie głębsze przemyślenie żydowskiego pochodzenia.
reklama

Halina Nelken – „Pamiętnik z getta w Krakowie” – recenzja i ocena

Halina Nelken
„Pamiętnik z getta w Krakowie”
nasza ocena:
9/10
cena:
59,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Wydawnictwo W.A.B.
Rok wydania:
2025
Okładka:
twarda
Liczba stron:
448
Premiera:
29.01.2025
Format:
145x210 [mm]
ISBN:
978-83-8387-413-5
EAN:
9788383874135

Wybrane dla tej książki motto pochodzi ze Szkicownika poetyckiego Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, a odnosi się do II wojny światowej. Poetka odrzuca wszelkie popularne określenia tej wojny: „słuszna”, „obłędna”, „wojna skrzydeł”, „narodów”, „ras”, bo – jak pisze – „w każdej godzinie / Potwierdza się, to WOJNA PRZECIWKO RODZINIE…”. Tym cytatem nakreślony zostaje kontekst dla wspomnień Haliny Nelken Pamiętnik z getta w Krakowie. Koresponduje z nim wymowna dedykacja: „Przeszłość-Przyszłości. Dla Syna”. Głębokie przywiązanie do rodziny oraz poczucie odpowiedzialności nawzajem za siebie w tragicznej wojennej zawierusze, jest czymś, co buduje tożsamość Nelken jako autorki i nadaje taki też charakter jej zapiskom.

Tytuł książki wskazuje na główny temat, którym są przeżycia autorki w krakowskim getcie, ale nie jest to jedyne doświadczenie tutaj opisane. Wspomnienia Haliny Nelken to również opowieść o czasach przedwojennych – jej dzieciństwie i dorastaniu w inteligenckim domu w Krakowie przy ulicy Długosza 7. W tej kamienicy mieszkali także Polacy, więc świat dzieciństwa Nelken był światem w sposób naturalny wymieszanym kulturowo. I pomimo, że członkowie jej rodziny nie uniknęli przedwojennego antysemityzmu, to jednak czuli się Polakami. Nie byli szczególnie przywiązani do swego pochodzenia i nie pielęgnowali żydowskiej tożsamości: „Dostawaliśmy prezenty i słodycze na Chanukę, ale też i na Mikołaja, i pod choinką na Gwiazdkę”. Halina Nelken nie znała hebrajskiego, ani żydowskiej literatury, zaś historię Żydów bardzo słabo. Z wyglądu nie przypominała Żydówki – miała jasną karnację, blond włosy „o miedzianym połysku”. Świat Żydów w kapotach, z pejsami i brodami nie był jej światem: „Nikt u nas w domu nie przejmował się specjalnie religią: na Wielkanoc były seder i mace, ale też i pisanki, menora płonęła świeczkami na Chanukę, a w Boże Narodzenie była choinka i kolędy”. Brat grał na organach podczas niedzielnego nabożeństwa w kościele parafialnym w Podgórzu. Ojciec należał do Legionów. W święta narodowe wywieszali biało-czerwone flagi. Dopiero wybuch wojny i kolejne niemieckie zarządzenia wobec Żydów wymusiły na tej rodzinie głębsze przemyślenie żydowskiego pochodzenia. To wówczas ojciec postanowił, że będzie nosić opaskę z gwiazdą Dawida w ramach lojalności: „Jeśli pochodzenie żydowskie jest wyrokiem śmierci, to zginę jako Żyd. Nie chcę mieć innego losu niż mój naród”.

reklama

Podstawową formą tej książki jest pamiętnik pisany od wczesnej młodości, a więc rozpoczęty jeszcze przed wrześniem 1939 roku. W czasie wojny autorka kontynuowała zapiski, choć nie wszystkie zeszyty przetrwały. Kiedy przebywała w niemieckich obozach koncentracyjnych, gdzie nie można było pisać, w tajemnicy używała małego notesu, dającego się łatwo ukryć, a pod koniec wojny deski z pryczy. Jej twórczość przybierała wówczas kształt zwięzłych wierszy. To, co ocalało z pożogi wojennej zostało opublikowane po raz pierwszy w 1987 roku. Zachowane we fragmentach dzienniczki Nelken uzupełniła dopowiedzeniami pisanymi w Stanach Zjednoczonych w latach 80. Zdradza w tych komentarzach późniejsze losy bohaterów, tworząc w taki sposób dwupoziomową narrację swej opowieści. Wzruszający jest przegląd losów koleżanek i kolegów z klasy. Nelken analizuje ich losy patrząc na wspólne zdjęcie, a cezurą jest okres II wojny światowej. Całość sprowadza się więc do kwestii, kto przeżył wojnę, kto nie: „Fotografia naszej klasy zamyka moje szczenięce lata. Był to okres istotnie sielski-anielski, uporządkowany i beztroski. Nieszczęście, tragizm i zło występowały tylko w literaturze i w teatrze – żeby wkrótce całą siłą miażdżyć nas w życiu”.

W Pamiętniku z getta w Krakowie opisane są wszystkie etapy życia polskich Żydów w czasie niemieckiej okupacji. Stały się one także udziałem autorki: zakaz uczęszczania do szkół, nakaz noszenia opasek z gwiazdą Dawida, nakaz pracy, tramwaje przedzielone sznurem dla Żydów i nie-Żydów. W końcu nadchodzi to najgorsze: zamknięcie getta, a potem jego likwidacja. Obraz życia w getcie, jaki wyłania się z tej książki jest dość szczególny. O tragedii krakowskich Żydów Nelken bowiem nie opowiada w sposób kronikarski. Urodziła się w 1923 roku, więc zapiski z tego czasu odbijają świat widziany właśnie oczami dojrzewającej i wchodzącej w dorosłość kobiety. Autorka kreśli bardzo wyraźny obraz młodych ludzi (w tym przede wszystkim siebie), którzy pomimo brutalnych okoliczności mieli chęć żyć tak, jak żyją ich rówieśnicy w każdym czasie i miejscu. Bo to, co tak bardzo uderza podczas lektury Pamiętnika z getta w Krakowie, to ich młodzieńcze pragnienia, marzenia, radości i rozgoryczenia. Żyjąc w getcie, Nelken, jej koleżanki i koledzy, starali się spotykać, zakochiwali się, chodzili na randki, przeżywali miłosne rozczarowania. A dziewczyny w romantycznych chwilach chciały wyglądać choćby trochę ładniej. Takie ujęcie życia w getcie wcale nie banalizuje i nie zafałszowuje piekła na ziemi, jakim była tzw. „dzielnica żydowska”. Autorka nie unika pisania o śmierci, głodzie, egzystencji w brudzie i w chorobach. Pokazanie jednak, że w codziennym doświadczaniu zła, podejmowano próby życia według niedawnej normy, jest tym bardziej poruszające: „dzisiaj tatuś przyniósł skądś do domu olbrzymi bukiet bzu – wtulam twarz w pachnące liście – dobrze żyć na świecie, mimo wszystko”. Bukiet bzu zyskuje tu znaczenie symboliczne, bo na tym małym, przeludnionym terenie getta nie było przecież „ani trawki, ani słońca, ani odrobiny wolnej przestrzeni”.

reklama

Mocno związana z rodzicami, Nelken nakreśliła w swej książce ich emocjonalny i sugestywny portret jako przedstawicieli krakowskiej inteligencji. Ich przywiązanie do wartości budujących stary świat, nijak miało się do nowych zasad: „Prostolinijni i po inteligencku nieporadni, przykładali swoje normy etyki i logicznego rozumowania do rzeczywistości, która była irracjonalnym surrealizmem okrucieństwa”. Matka starała się zachować człowieczeństwo. W obozie w Płaszowie i później w Auschwitz tłumaczyła córce, że niezależnie od wszystkiego, należy pamiętać o odpowiednim zachowaniu, wysławianiu i myciu się (choć to przecież w pewnym momencie było niemożliwe), bo „Przecież ONI chcą z nas zrobić wyrzutki społeczeństwa!”.

reklama

Halina, jej mama, brat i bratowa przeżyli wojnę i obozy. Czas ich obozowej tułaczki to kolejny dowód na to, że w codziennym życiu zdarzają się rzeczy niewyobrażalne, które nie miały prawa się zdarzyć, a niektórzy nazywają je cudami. Wielokrotnie ich życie powinno zakończyć się tragicznie, a jednak udawało się im wyjść cało z beznadziejnych okoliczności.

Pełen radości jest opis powrotu z Niemiec do Krakowa. To obraz nowej wędrówki ludów, bo tak wyglądało przemieszczanie się mieszkańców Europy, zmierzających już z nadzieją do swoich krajów, domów tuż po zakończeniu wojny: „Wspólnymi siłami pchałyśmy ten wózek z biało-czerwoną flagą dumnie powiewającą […]. Szosą podążały falangi ludzi – Polacy, Rosjanie, Ukraińcy, Czesi, Węgrzy w jednym kierunki na wschód; Włosi, Belgowie, Holendrzy, Francuzi – na zachód. Każdy szedł z chorągiewką swojej narodowości, w tym radosnym tłumie opuszczającym nareszcie znienawidzoną ziemię niemiecką”.

Opowieść Haliny Nelken kończy się krótko po wojnie. Nie pisze już o tym, że skończyła historię sztuki, została muzealnikiem, a w 1958 roku wyjechała z Polski najpierw do Wiednia, potem do Stanów Zjednoczonych. Z jej książkowych dopisków dowiadujemy się jednak, że po 25 latach od wojny przyjechała do Krakowa z synem, by pokazać mu ową mityczną dla niej kamienicę stojącą przy ulicy Długosza 7. Jednak – jak to bywa podczas takich powrotów – czar wspomnień nie znalazł potwierdzenia w rzeczywistości, bo budynek zasiedlony przez aktualnych lokatorów popadł w ruinę: „Cała uliczka była bezpańska, zaniedbana, sieroca, chociaż ciasno zaludniona przez nowych mieszkańców, z których nikt nie miał tutaj swoich korzeni ani tradycji”. Korzenie i tradycja ulicy Długosza pozostały już tylko na kartach wspomnieniowej książki Haliny Nelken.

Zainteresowała Cię nasza recenzja? Zamów książkę Haliny Nelken „Pamiętnik z getta w Krakowie” bezpośrednio pod tym linkiem, dzięki czemu w największym stopniu wesprzesz działalność wydawcy!

reklama
Komentarze
o autorze
Justyna Kozłowska
Justyna Kozłowska, teatrolog, varsavianistka, doktor nauk humanistycznych. Licencjonowana przewodniczka miejska PTTK po Warszawie. Autorka książki „T. S. Eliot w polskiej kulturze teatralnej" (Warszawa 2014). Publikowała m.in. w „Dialogu", „Teatrze", „Pamiętniku Teatralnym" i na portalu teatrologia.info. Na FB prowadzi stronę varsavianistyczną Warszawskim Szlakiem.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2025 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone